poniedziałek, 6 listopada 2017

mleczna droga



Pamiętacie nasz ostatni wpis o bliskości i karmieniu piersią? jeśli tak, to muszę Wam powiedzieć, że od tamtego momentu minęło już pięć miesięcy a nasza mleczna droga dopiero teraz powoli się kończy.
Po urodzeniu Nadii moje karmienie w niczym nie przypominało tego, które teraz przeżywam wspólnie z Gają. Było okraszone łzami i kolkami. Towarzysząca bezradność i niemoc potęgowały tylko mój stres. Dochodziły nieprzespane noce. I tak oto nasza przygoda z karmieniem skończyła się kiedy Nadia miała zaledwie cztery miesiące. Obwiniałam się za to jak to mama, jednak zrozumiałam, że w niczym mi to nie pomoże i przestałam traktować to jako swoją porażkę.

Kiedy urodziła się Gaja wszystko przyszło bardzo naturalnie. Pojawił się  spokój a i doświadczenie było już dużo większe. Gaja okazała się być dzieckiem spokojnym uwielbiającym się przytulać. I tak jest zresztą nadal. Chwile, które mamy tylko dla siebie są dla niej czymś wyjątkowym. Zresztą co by nie mówić dla mnie też. To taka moc i niesamowita więź, którą ciężko opisać słowami. Dziś Gaja ma niespełna piętnaście miesięcy a nasze karmienie powoli dobiega końca. W planie miałam karmić rok. Potem pojawiły się nasze wspólne długie wyjazdy więc stwierdziłam, że nie będę jeszcze kończyć naszej przygody, że łatwiej czasem będzie mi ją uspokoić i ukoić kiedy będzie zmęczona. Ostatnio jednak zauważyłam, że Ona sama już coraz mniej potrzebuje tej bliskości. Je dużo więcej rzeczy, próbuje nowych smaków. Usypia czasem w wózku na spacerze lub ukołysana w południe do drzemki a kiedy przychodzi wieczór zazwyczaj zasypia zmęczona czasem pomijając karmienie. Z jednej strony jest mi przykro bo czuję jakbym traciła coś bezpowrotnie z drugiej jednak strony mam wrażenie, jakby moja mała córeczka była już gotowa na to by pójść w świat sama. Cieszę się, że staje się coraz bardziej samodzielna i że każdy krok przychodzi nam tak zupełnie naturalnie. Przez te piętnaście miesięcy bywało różnie. Czasem bywały i gorsze dni. Gaja jest dzieckiem, które od urodzenia nie miało smoczka a picie z butelki traktowała jako zabawę. Bywało też tak, że nikt oprócz mnie nie mógł jej uśpić bo tak bardzo mnie potrzebowała. Miałam chwile załamania i często zastanawiałam się czy to nie pora by zakończyć karmienie. Małymi krokami uczyłam ją pić z butelki bo inaczej nie byłabym w stanie wyjść z domu na dłużej niż dwie godziny. Wtedy też próbowałam podawać jej ściągnięte mleko tak by mogła zjeść kiedy mnie nie było. Różnie z tym bywało. Z pomocą przychodził wówczas laktator Lovi który okazał się być wybawieniem w trudnych i stresujących chwilach. To chyba jeden z lepszych jakie miałam do tej pory a pamiętam, że przy Nadii miałam z nimi problem. Laktator Lovi Expert to niezwykła wygoda i komfort. To nie tylko elegancki gadżet ale także nieoceniona pomoc w walce z laktacją i karmieniem. Innowacyjna budowa i dotykowy panel sprawiają, że każda nawet świeżo upieczona mama poradzi sobie z jego obsługą i szybko poczuje ulgę. Nowoczesne funkcje pozwalają na efektywne ściąganie pokarmu przez co nie musimy się martwić o to czy ilość mleka będzie wystarczająca dla naszego malucha.  Na stronie Lovi znajdziecie dużo więcej szczegółów dotyczących jego działania oraz sklepy gdzie możecie go kupić























Tymczasem mam dla Was niespodziankę. Razem z marką Lovi przygotowałam dla Was konkurs, w którym do wygrania są aż dwa takie laktatory. Co prawda nasza przygoda z karmieniem powoli dobiega końca. Jednak chciałabym zachęcić inne mamy aby się nie bały i spróbowały swoich sił, bo uwierzcie, że naprawdę warto! Chciałabym abyście napisały pod postem jak  same wyobrażacie sobie lub jak wyglądało Wasze wspólne karmienie piersią? Opiszcie swoje historie a dwie z nich najciekawsze a może też najbardziej wzruszające nagrodzimy dwoma zestawami laktatorów od Lovi. Może akurat, któraś z zaprzyjaźnionych Wam mam otrzyma od Was taki prezent lub może same spodziewacie się dziecka i będzie to idealny element do Waszej wyprawki? Konkurs trwa przez cały tydzień do 13.11 do końca dnia a wyniki ogłoszę dzień później na blogu pod wpisem konkursowym.  

                                                                                      Powodzenia! 

Chciałabym Wam wszystkim bardzo podziękować za tak liczny udział w konkursie. Jest to temat bardzo mi bliski dlatego ciężko było wybrać tylko dwie osoby. Wszystkie Wasze historie były wzruszające niektóre zabawne jednak wszystkie były bardzo prawdziwe. Czuć było w tych słowach ogromną miłość i czułość. Niemniej jednak musiałam wybrać dwie osoby, który wygrały zestaw laktatorów lovi.  Są to :  

Monika Mrózek

"Mleczna przygoda w 6 aktach"
Akt 1 - Planowanie
Moja przygoda z karmieniem piersią rozpoczęła się już na długo przed przyjściem na świat mojego Skarba. Już w ciąży, a nawet wcześniej, przeczytałam mnóstwo porad, książek, forów...rozmawiałam z koleżankami i oczywiście popierałam przedstawioną idee. W końcu mleko matki to najlepsze, co można dać swojemu dziecku.

Akt 2 - Początki
Początki jak wiadomo są trudne, ale ja miałam świetny start.
Miałam to szczęście, że mój Mały Książe jest urodzonym miłośnikiem jedzenia :) dlatego już kilka chwil po porodzie przystawiłam go do piersi, a On doskonale znał instrukcję obsługi - może czytał to wszystko razem ze mną :)
Po pierwszych dniach w szpitalu, kiedy mój Maluszek niemal nie odrywał się od piersi, wróciliśmy do domu i książkowo, z zegarkiem w ręku, jedliśmy co dwie godziny. Moim jedynym problemem były nieprzespane noce, a kocham spać :)

Akt 3 - Falstart
Ok 3 tyg. dopadł nas pierwszy kryzys. Jego imię, to Nawał pokarmu. Podobno dopada ponad 90% młodych matek. Jestem jedną z nich. Moje piersi były jak para dojrzałych pomarańczy. I może by mnie to nawet cieszyło, bo należę do grona mniej obdarzonych przez naturę :P gdyby nie fakt, że nie nadążałam wymieniać wkładek, a ból był momentami nie do zniesienia. Laktatora nie miałam, bo przecież ja, urodzona po to by być mamą, zakładałam karmienie JEDYNIE piersią do 6tego miesiąca życia. Po jednym dniu okładów, odciągań i wszystkich domowych "ulżaczy"...pojawił się plan zakupu. Jednak zanim wybrałam odpowiedni - problem minął, więc zakup wydał mi się niepotrzebny.

Akt 4 - Płacz i zgrzytanie zębami
Gdy nawał minął, a ja myślałam, że najgorsze już za mną, okazało się, że te wszystkie "poradniki", w których czytamy jakie karmienie piersią jest przyjemne i cudowne, to najlepiej włożyć głęboko do szafy i nie wyciągać. W żadnym nie przeczytałam, że może mnie spotkać, to co działo się później.
Mój Synek jest Zawodowym Miłośnikiem Jedzenia. Mógłby spokojnie startować w konkursie i miałby ogromne szanse na zwycięstwo :) Co innego ja. Sama sobie nie przyznałabym nawet nagrody pocieszenia. Mój Szkrab zaczął kąsać, ciągnąć i nie wiem co jeszcze, ale moje piersi nie były na to przygotowane. Przy każdym karmieniu płakaliśmy oboje - ja z bólu, Książe z nerwów. Znosiłam to przez kilka dni z nadzieją, że minie. Zmienialiśmy pozycje, jednak nie było to dla nas komfortowe. Smarowałam różnymi specyfikami, które dawały niewiele ulgi. Kapturki nie zdały egzaminu, bo mój Synek się nimi krztusił. Aż któregoś dnia, czara goryczy się przelała. Mój Synek w trakcie jedzenia zaczął wymiotować krwią! Okazało się, że moje brodawki są już tak popękane, a Synek tak głodny, że zamienił się w wampirka i pił moją krew. Był głodny, a ja nie wiedziałam co robić i byłam przerażona i wściekła - na siebie. Jak mogłam tego nie zauważyć?! Na szczęście druga pierś była mniej zdewastowana. Jednak wtedy podjęłam decyzję, że laktator MUSI pojawić się w moim domu.

Akt 5 - Laktator
Kupiłam niedrogi, manualny i przy moich potrzebach zdał egzamin. Nie powiem, że jego użytkowanie należy do najprzyjemniejszych, ale na pewno będę mieć po nim silne mięśnie nadgarstków, a to już jakiś plus :)
Kilka dni spokojnego karmienia z butelki, sprawiły, że moje piersi wróciły do "żywych".

Akt 6 - A jednak może być przyjemnie
Tak. Po tych wszystkich przejściach, z których każde było dla mnie niemal końcem świata, doszliśmy do momentu, który na szczęście trwa już od dłuższego czasu. Karmienie piersią nareszcie stało się dla nas obojga przyjemnością. Minął ból, płacz i lęk o mój największy Skarb. Każde karmienie, to dla nas szczególna chwila, gdy jesteśmy ważni tylko my. A jego uśmiech, kiedy już się naje jest dla mnie najpiękniejszą nagrodą. Rezygnuję z tego tylko czasem, kiedy muszę wyjść na dłużej, albo się wyspać :)
I mam nadzieję, że pozostanie tak jak najdłużej.

Ciąg dalszy nastąpi...



Joannna Szwedowska

Kiedy zaszłam w pierwszą ciążę miałam 3 priorytety - nosić w chuście, wielopieluchować i karmić piersią... Wszystko to wydawało mi się tak oczywiste, że nie brałam pod uwagę porażki. Uzbrojona w arsenał wkładek laktacyjnych (które samodzielnie szyłam wieczorami), w muszle laktacyjne (aby nie uronić ani kropelki cudownego daru), czekałam na wielkie bum! Po porodzie, jednak szybko okazało się, że "bum" będzie, ale nie do końca takie jakie bym sobie wyobraziła... Szpital? To z pewnością jego atmosfera nie pozwala mi się wyluzować, a po powrocie do domu będzie wielkie laktacyjne "bum"!!! Nie było... Był za to płacz - mój i głodnego dziecka, naprzemienny z warkotem wypożyczonego kombajna do ściągania mleka. I tak przez cały dzień... Dzień po dniu. W aptece kupiłam wszystkie możliwe herbatki na laktację, piłam bawarkę (bo babcia kazała), której nie cierpię, piłam napar z łuski kakowca, hektolitry wody, w przerwach jedząc chałwę (podobno poprawia kalorykę mleka)... Mimo to mleko nie zaczęło mi tryskać z piersi tak jak sobie to wyobrażałam. Cycowałyśmy niemal na okrągło, mała się nieco wyciszyła, sytuacja nie była już tak nerwowa. Któregoś dnia zauważyłam, że córce jakby ropieje oczko. Koleżanka poradziła, by przemyć własnym mlekiem. Wybuchnęłam gorzkim płaczem! Skąd mam niby to mleko wziąć? Ledwo wystarcza by zadowolić dziecko, w laktatorze niemal susza... To był policzek... Drugi dostałam w ośrodku zdrowia - "Pani córka zbyt mało przybiera na wadze! Czym Pani karmi?" Jak to czym? Mlekiem, każdą jedną kropelką, którą jestem w stanie wyprodukować... Zalecono mi dokarmianie. Zgodziłam się... Nie potrafiłam jednak podać małej butelki. Karmił ją mąż, a ja w tym czasie zamknięta w łazience płakałam w ręcznik. Nie poddawałam się jednak i wciąż piłam, jadłam różne specyfiki, odciągałam puste piersi... Ale w lustro nie potrafiłam spojrzeć. W sklepie kupując mleko modyfikowane miałam łzy w oczach, widząc słodkie sceny z karmiącymi matkami płakałam. Na jednej z wizyt szczepiennych w ośrodku zdrowia, Pani Doktor poprosiła mnie na rozmowę. Nie wiem co mnie zdradziło? Ale w gabinecie usłyszałam, że "to czego to dziecko potrzebuje, a czego za chwilę może mu zabraknąć to nie mleko z piersi, ale zdrowa mama!" Miałam depresję. Dostałam zalecenie codziennej kontroli wagi u dziecka, a prawdziwym powodem była rozmawia z Panią Doktor. Każdego dnia tłumaczyła mi jak dobrą jestem mamą, że nie ma znaczenia czym karmię swoje dziecko, ale to jakim jestem człowiekiem. Mimo, to wciąż walczyłam o laktację... I tak powoli, porcja po porcji zmniejszała się ilość podawanych butelek, na rzecz mojej piersi. Zaczęłam się więcej uśmiechać, czerpać radość z karmienia, nawet jak po nim musiałam podać sztuczny pokarm. Dotarłyśmy do chwili kiedy została nam jedna butelka na dobę, a mi udawało się odciągać potrzebne porcje by w tej butelce podać! Teraz jestem w drugiej ciąży i trochę boję się jak będzie z karmieniem... Wiem, że znów zrobię wszystko, ale wiem też że bycie mamą to nie tylko cycki i ich zawartość. To przede wszystkim miłość, wspólne chwile, którymi trzeba się cieszyć bo bardzo szybko uciekają.

Osoby, które wygrały proszę o kontakt w sprawie wysyłki nagród na mail nanuszkablog@gmail.com

71 komentarzy:

  1. Natalia Knitter6 listopada 2017 17:07

    A więc u nas było ciężko ale też wspaniale. A to dlatego że Liliana była moja pierwszą i wymarzoną córka i bardzo chciałam karmić piersią, nie wyobrażalam sobie innej opcji. I tak też było,z tym że Liliana od samego początku nie chciała smoczka, chociaż każdy powtarzał spróbuj inny podziala. No ale nie podziałało i w efekcie miałam mnóstwo smoczków a niunia ani rusz. Budziła się w nocy 3 razy na karmienie takie prawdziwe a dwa razy na cyckanie.takze każdej nocy minimum pięć pobudek. No niestety z cycusia zrobiła sobie smoczka. Na laktator też nie mogłam liczyć bo moje dziecko nie tolerowalo butelki, mimo kilkunastu prób. Także karmienie należało tylko i wyłącznie do mnie i chodz było chwilami strasznie ciężko, bo człowiek miał czasami dość to była to największa bliskość między nami. Nasza wspólna droga trwała 9 miesięcy bo z wprowadzeniem pierwszych soczkow córka zaczęła tolerować butelkę i wtedy zdecydowałam o zakończeniu karmienia piersią. Teraz jestem w drugiej ciąży, czekamy na druga córkę i mimo wszystko nadal chce karmić piersią i jeśli mała bedzie butelkę tolerować laktator byłby super prezentem. Póki co jestem tydzień po terminie i wszyscy czekamy na małą księżniczkę

    OdpowiedzUsuń
  2. Odczuć-jak i uczuć jest cieżko opisać. Dla tego pierwsze co, to słyszymy i czytamy jak wiele korzyści wiąże sie z karmieniem piersią. Mało kto ma odwagę powiedzieć Ci ile trudu i bólu matka karmiąca musi przejść chcąc faktycznie oferować swemu dziecku wlasnie te korzyści. Nie jedna noc płakałam karmiąc mojego słodziaka, nie raz powiedziałam sobie że przechodzę na butelkę. Jednak po każdym ponownym bolesnym karmieniu mówiłam sobie „jeszcze raz spróbuj”. I próbowałam z łzami w oczach, chciałam byc w końcu idealna matka. Matko, to nie świadczy o słabości, dać sobie wspomoc. Na szczęście zdecydowałam sie na wypożyczenie laktatora z apteki. Wspomógł mi w gojeniu ran, przez co moge znow moje maleństwo przystawiać do piersi bez łez (...no może nie licząc tych od wzruszenia).

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam. Jestem aktualnie w 30stym tygodniu pierwszej ciąży. Dla mnie temat karmienia jest kompletną abstrakcją gdyż nie mam pojęcia jak to wygląda, jak się zachowam, co przyniesie poród. Mam tyle pytań a tak mało odpowiedzi. Podczas czytania Twojego wpisu przypomniała mi się historia mojej mamy. Swoją drugą ciążę ze mną przeżyła bardzo stresująco. Miało na to wpływ wiele czynników. Pierwszą ciążę poroniła, lekarze nie wróżyli szczęśliwego zakończenia ciąży ze mną. Brak wsparcia ze strony swoich rodziców przypłaciła zmęczeniem, wielkim stresem. Tylko tato był dla niej ostoją i wsparciem. Niestety nie było go często w domu z racji pracy. Kiedy się urodziłam byłam dzieckiem bardzo niespokojnym, ciągle płakałam, nie chciałam spać, miałam kolki. Mama była wiecznie zmęczona, nie mogła liczyć na pomoc od strony swoich rodziców przy opiece nade mną i przy prowadzeniu domu. Przygoda z karmieniem piersią skończyła się bardzo szybko ponieważ ciągły stres pozbawił mamę pokarmu już po trzech miesiącach. Kiedy mi to opowiadała miała łzy w oczach a ja płakałam razem z nią. Moja ciąża też nie jest okresem samych pięknych chwil. Na początku byłam na podtrzymaniu, stres związany z "urokami" życia też mnie nie opuszcza. Niestety zdrowie także nie jest u mnie mocną stroną i muszę walczyć z bólem każdego dnia. Ale się nie poddaję bo mam dla kogo to wszystko przetrzymać. Od samego początku wiedziałam, że zostanę mamą dziewczynki i odkąd usg potwierdziło że jestem w ciąży moja mała fasolka od razu miała nadane imię. Wszyscy się dziwili, że dziecko dostało juz imię w 6stym tygodniu ciąży. Mówili abym się tak nie nakręcała bo jeśli okaże się, że to chłopak to mogę poczuć zawód. Ale ja to czułam w głębi serca a badania w 24tym tygodniu tylko potwierdziły moje słowa i Nadia została już Nadią (imienniczka Twojej pierwszej córy!) :) przeczucie mówi mi też, że to bedzie więź wyjątkowa i bardzo głęboka. Od samego początku wiedziałam co dla niej dobre a co złe. Mój organizm robił wszystko aby ją chronić nawet kiedy ja jeszcze sobie do końca nie zdawałam z tego sprawy. Niestety jest we mnie wiele obaw czy na pewno sprostam zadaniu w 100% jako mama. Boję się, że stres który mi towarzyszy pozbawi mnie pokarmu i nie będę mogła przeżywać tak pięknych chwil ze swoją córeczką. Staram się jak mogę by uniknąć takiego scenariusza ale życie bywa przewrotne. Więc proszę Was o trzymanie kciuków za nas i widzimy się z Nadią w styczniu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cześć, jestem Ewa (ok, wstęp trochę jak ze zjazdu AA) i jestem szczęśliwą mamą niespełna 2 letniego syna Stasia. Nasza mleczna droga trwała niestety niecałe 2 miesiące, po prostu się poddałam, nie potrafiłam znaleść pomocy... Bylam załamana, przecież to jedna z najlepszych i najważniejszych rzeczy jaką powinnam mu dać, a nie potrafiłam. Teraz jestem w 31 tygodniu ciąży, w brzuszku na powitanie ze światem czeka Lena :) wiem, po prostu to wiem, że tym razem się uda, wierzę w to! Jak kobieta jest zdeterminowana to choćby się waliło ... ;) mam za sobą już pierwsze spotkanie z fantastyczną doradczynią laktacyjną. Teraz będzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem czemu moj komentarz został opublikowany jako „anonimowy”. W każdym razie przyznaje sie do niego :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla mnie karmienie piersią przy pierwszym dziecku było straszne. Dziecko wiszące 24 h na dobę przy piersi, krew, pot, łzy. Wtedy pomyślałam, gdzie te piękne doświadczenie o którym mówiła położna czy pisały wszystkie poradniki? Czułam się oszukana. Poddałam się i karmilam tylko 4 miesiące. Czułam ulgę ale również czułam że zawiodłam jako matka. Kilka miesięcy później dowiedziałam się, że na. Świecie pojawi się Hania. Od razu, wiedziałam że będę kp, że się nie poddam. W połowie ciąży dowiedziałam że H ma jakiś torbiel w brzuszku do końca ciąży nie wiedzieliśmy co tak. Naprawdę tam się kryje. Był strach. Łzy. Kiedy się urodziła od razu lekarze przewiezli ja do innego szpitala. Okazało się że. To. Poważna choroba, na szczęście uleczalna. Czekała Nas operacja. Wtedy wiedziałam, że muszę karmić, że. To dla niej najlepsze. Karmienie piersią było nasza oaza spokoju. Wtulona we mnie kruszynka, jej cieplutkie Ciałko- coś niesamowitego. Po 7 msc przyszedł czas operacji, nie mogłam Hanny karmić przez 11 dni, to był dla nas trudny czas ale moja chęć karmienia była tak duża, że przez ten czas dzień i noc ściągalam pokarm. Po 11 dniach w końcu mogliśmy się karmić, przytulić bez tych wszystkich kabelkow, czułam się jak za pierwszym razem, ta radość w jej oczach :) teraz Hania ma prawie 14 miesięcy, jest całkowicie zdrowa dziewczynka (ostatnio byliśmy na kontroli i to była najlepsza. Nowina pod słońcem!).. Chciałbym juz powoli zakończyć nasza droge mleczna ale łatwo nie jest... :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nasza przygoda z karmieniem...
    Nadal trwa chociaż moja córka Nadia w lutym będzie miała dwa latka.
    Kiedy moja córka przychodziła na świat byłam sama, ponieważ sama ją wychowuję. Pamiętam ten moment jak położna położyła mi ją na brzuchu i pomyślałam "Boże, mam już wszystko co mogłabym sobie wymarzyć". Jednak pierwsza doba okazała się bardzo trudna. Nie potrafiłam malutkiej dostawić, moja bezradność i stres spowodowały, że nieustannie płakała. Panie, które leżały obok nie potrafiły mi pomóc. Pielęgniarki proponowały mleko modyfikowane, ale ja czułam, że muszę nakarmić ją piersią. Po kilku godzinach płakałam cały czas z Nią. Nad ranem zaczęłam szukać po całym szpitalu położnej laktacyjnej. Po kilkugodzinnych poszukiwaniach i zgłaszaniu moich próśb, przyszła... była jak Anioł. Pokazała jak trzymać malucha, jak przystawić. Uczucie nie do opisania. Od razu odszedł niepokój, strach, pojawiły się łzy szczęścia. To niesamowite uczucie, zwłaszcza dla młodej mamy, pełnej obaw i niewiadomych. Tym bardziej, że byłyśmy w tym same, tylko ja i Ona. Kiedy inne Panie spędzały czas na odwiedzinach, my byłyśmy tylko dla siebie. Ja i moja córka Nadia. Nasza przygoda nadal trwa. Wiadomo, że były chwile zwątpienia, zawahania. Tak jak napisałaś, mama która non stop karmi nie ma szans na wyjście sama. Zaopatrzyłam się w laktator ręczny, ale nie spełnił naszych oczekiwań, a ręcznie nie jestem też w stanie zebrać takiej ilości pokarmu. Jednak dla takich chwil warto poświęcić wszystko. Nie ma nic piękniejszego niż widok karmiącej mamy.
    Życzę Wam dużo wytrwałości i powodzenia! Jesteście super dziewczyny ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Karmienie ... syna karmiłam 6miesiecy byłam bardzo młoda jak zaszłam w pierwsza ciaze miałam niespełna 17 lat ... karmienie wtedy było dla mnie czymś wyjątkowym i bolesnym ... wyjątkowym ponieważ bardzo nas to zbliżyło do siebie mimo ze miałam to 16 „i pół „ lat z perspektywy czasu mogę powiedzieć ze byłam bardzo dojrzała i odpowiedzialna jak na ten wiek . I karmienie pomogło mi nie dość ze zrozumieć bardziej w ten czas moje maleństwo to przywiązać się do niego . Od kad urodziłam byłam sama mieszkałam tylko z siostra z która kontakt zbytnio dobrego nie miałam tak wiec uczyłam się wszystkiego sama od karmienia po kąpanie przewijanie itd . Karmienie piersią dało mi dużo dobrego i myśle ze mojemu synowi tez . A co do bolesnego karmienia no to niestety ale synek mnie troszkę pogryzł i krwawiły mi sutki wiec zdarzało się nawet że ze łzami w oczach karmiłam ❤️ Ale w tym tez widzę plusy zobaczyłam przez to jak można się poświecić dla swoje maleństwa ❤️ W z drugim dzieckiem było to zupełnie inne przeżycie ale równie piękne jak nie bardziej może tez dlatego ze już byłam świadoma” z czym to się je „ Maja ma teraz 16miesiecy a skończyłam ja karmić jak miała 13 ❤️
    Myśle ze Karmienie piersią jest najwspanialszym przeżyciem i warto próbować wszystkiego żeby jednak mieć ten pokarm . A laktator w tym pomaga ❤️

    OdpowiedzUsuń
  9. W pierwszą ciąże zaszłam jak miałam 20 lat. Pamietam to jak dzisiaj.. szok, przerażenie, niekończący się płacz. Po ciężkim porodzie w 35 tc próbowałam karmić syna piersią jednak nikt mi nie pomógł, nikt mi nie powiedział jak to robić, co to jest nawał pokorny więc gdy on się pojawił a mój syn się krztusił byłam przerażona! Płakałam za każdym razem a gdy zbliżała się pora karmienia strasznie się denerwowałam. Oliwy do ognia dolewały babcie, które mówiły tylko o karmieniu, krzyczały jak nie chciałam karmić, ciagle mówiły te swoje dobre, złote rady. Byłam tak zestresowana, że straciłam pokarm po 4 tygodniach- teraz wiem, że ja go nie straciłam- ja o niego po prostu nie walczyłam! Potem kolejna ciąża.. już na samą myśl karmienia piersią robiło mi się slabo. Świadomie już w szpitalu podałam dziecku MM. Mój syn od początku był karmiony butelką i było mi z tym dobrze. Jednak teraz po 7 latach od 1 porodu i 4 latach odndrufiego porodu jestem w 16 tc i spodziewam się córki. Może to niewyobrażalne ale marzę o karmieniu piersią. Po prostu pragnę tego z całych sił. Jestem już dojrzała emocjonalnie i nie dam sobie nic wmówić. Chcę by było to świadome karmienie piersią i wiem że będzie. Uśmiecham się na samą myśl :) Dlatego wiem, że laktator mi się sprzyda na pewno podczas nawału z którym nie umiałam sobie poradzić 7 lat temu! Dlatego postanowiłam opisać swoją historie, może akurat się uda :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Hmmm moja mleczna droga... Rozmarzylam się. Pierwsza córka ma dziś 11 lat i karmiłam ja piersią przez pełne 14 miesięcy. Mimo iż w szpitalu po cesarce usłyszałam że dziecko głodne i niedojada więc butla daliśmy radę.... Obie bo ja poświęciłam kilka dni na to aby mleko popłynęło a moja córka na to aby ssać i to mleko wyprodukowac. I mimo problemów również w trakcie-przeszlam poważne zapalenie piersi i wylądowałam w szpitalu z karmienia nie zrezygnowałam. A córa po kilku dniach wróciła do piersi bez problemu. Z drugą córa było łatwiej bo wiedziałam, że wszystkie słabe momenty można przy odrobinie cierpliwości zmienić na te dobre i również pełne 12 miesięcy udało się wytrwać. To był czas tylko dla mnie i dla maleństwa. Czas bliskości, którego nie zastąpiłaby mam niczym. I dziś kiedy jestem w trzeciej ciąży wiem, że dla tego maluszka też będę miała ten czas. Czas bezcennej bliskości i czułości.

    OdpowiedzUsuń
  11. Właśnie zaczynam 30 tydzień. Jest to moja pierwsza ciąża. Bardzo się boję ale z drugiej strony nie mogę się doczekać. Bardzo chciałabym karmić mojego synka piersią. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem😊 Aktualnie wypytuje wszystkie koleżanki jak i kuzynki o to aby mi podpowiedziały jaki laktator jest najlepszy. Który będzie najlepiej się sprawdzał. Ten napewno pomógłby mi w pierwszych krokach bycia mamą. 😊💕

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam za sobą 14miesiecy karmienia piersią Antka. Było cudownie, spokojnie i zupełnie naturalnie pomimo porodu przez CC. Jak widać "wydobyte" dzieci również potrafią ssać a ich matki mogą KP. Aktualnie Antek ma 2lata a na świecie pojawił się jego młodszy brat - Teodor. Teo ma 4miesiace a ja od tego czasu nie wyszłam na dłużej niż na 40min. Jest ciężkim przypadkiem... Lubi być noszony i zabawiany, a jedzenie zazwyczaj odbywa się krótko, ale za to często. Widząc liczbę dostępnych lakatorow na rynku po prostu zgłupiałam i odpusciłam zakup tego cuda. Ale serio, taki z lovi pomoglby mi nie zwariowac i czasem odpocząć od moich łobuzów. W końcu nie tylko karmieniem matka żyje, no nie? ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obserwuję Cię od początku Twojej ciąży z Gają, ponieważ mam córcie dokładnie w tym samym wieku. Można powiedziec,że przeżywałam ciążę wspólnie z Tobą. Również doceniam karmienie naturalne i bliskość jaka się z tym wiąże. Chociaż po 5 miesiącach wróciłam do pracy, 5 kolenych miesięcy dwa razy w ciągu mojej nieobecności odciągałam mleko, aby moja malutka miała posiłek na kolejny dzień. Odciąganie mleka w pracy nie należało do komfortowych czynności. Lakrator ciągle się rozmontowywał, do tego zależało mi na czasie i jak najwiekszej ilości pokarmu. Ponadto ubikacja nie była wymarzonym pomieszczeniem do tego typu czynności. Mimo trudności nie poddawałam sie, bo pragnęłam karmić jak najdłużej. Nasza droga mleczna zakończyła się, gdy zaszłam w kolejną ciążę. Córeczka automatycznie odstawiła pierś (to był pierwszy objaw tej wspaniałej nowiny). Niestety nie było mi dane urodzić, los zdecydował inaczej. Mimo tego tragicznego obrotu wydarzeń, po raz kolejny postaraliśmy się o dziecko i UDAŁO SIĘ! :) To początek, jednak jestem dobrej myśli i czuje, ze tym razem się uda :)
      Lakrator byłby pomocny przy drugiej naszej pocieszce, już od pierwszych jej dni. Chyba każda mama doświadczyła początkowego nawału pokarmu. Drugie dzieciątko chce karmić conjamiej tyle co pierwsze czyli około roku i juz nie mogę się doczekać naszej mlecznej drogi :-)

      Usuń
  13. Jestem mamą dwójki dzieciaczków.
    Od zawsze byłam nastawiona na to, że będę karmić piersią. Byłam przekonana, że to takie proste - przystawiasz dziecko i już. Szybko okazało się, że to wyższa szkoła jazdy.
    Synek w piątek skończy 2 latka i niestety karmienie piersią nie było nam pisane; udało mi się karmić jedynie 2 tygodnie. Przystawiałam go, a on płakał i wił się jak wąż - a ja płakałam razem nim. Czułam się beznadziejnie. Dookoła mnie cały ten terror laktacyjny i mamy, które miały to szczęście, że mogły wykarmić swoje dzieci własnym mlekiem - ogromne przeciwniczki mleka modyfikowanego, które utwierdzały mnie w przekonaniu, że jestem złą matką. Niestety z nikąd nie uzyskałam pomocy. Nie było mi dane trafić na kogoś kompetentnego, kto pomógł by mi w tej walce o karmienie piersią. W narzeczonym niestety też nie miałam wsparcia. Nie potrafił zrozumieć dlaczego tak bardzo mi na tym zależy. Przecież 'mleko to mleko'. Ale przecież tu chodzi też o bliskość, o więź jaką matka buduje z dzieckiem.
    Poddałam się. Bardzo długo przeżywałam swoją porażkę.
    Córkę urodziłam w sierpniu tego roku. Karmię piersią tylko i wyłącznie dzięki położnej środowiskowej, która bardzo mnie wspierała w tych pierwszych, najtrudniejszych chwilach. Do tej pory walczę z pediatrą córki, który uparcie każe mi ją dokarmiać. Na szczęście nasza położna trzyma rękę na pulsie i stoi za mną murem. Mam w niej ogromne wsparcie i za każdym razem jej za to dziękuję.
    Karmienie piersią to wspaniała przygoda. Czuję, że moja więź z córką, z dnia na dzień staje się coraz silniejsza. Uwielbiam ten czas. Podczas karmienia jestem tylko dla niej, patrzę w jej wielkie oczy i widzę tą ogromną miłość i płaczę - tym razem ze szczęścia! Mimo tego, że zaliczyłam już dwa razy zastój pokarmu, w nocy zaliczam kilka lub kilkanaście pobudek, a moje wyjście z domu bez córki trwa maksymalnie godzinę, to nie zamieniłabym karmienia piersią na mleko modyfikowane za żadne skarby świata.
    Do tej pory żałuję, że przy pierwszym dziecku tak szybko odpuściłam walkę o karmienie piersią. Szkoda, że nie trafiłam wtedy na naszą obecną położną.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jestem Ewelina, mama prawie trójki dzieci. Nadal kiedy o tym pisze, nie mogę uwierzyć. Jednak w maju nasza rodzina będzie już 5osobowa�� Z nasza pierworodna karmienie to był dramat. Córka potrafiła pic przez 30 min jedna pierś, przysnąć na 10 min i domagać się kolejnej półgodzinnej serii. Zaparłem się, ze nie odpuszczę mimo, ze przez pierwsze 6 miesięcy nie wyszłam sama nigdzie i pomimo silnej presji otoczenia, ze na pewno mam "słaby pokarm". Nie ma co, to pół roku duzo mnie kosztowało, przede wszystkim psychicznie, bo z nikim nie chciałam się widzieć (bo jak z piersią non stop na wierzchu) i zahaczyłam o mała depresje. Miałam laktator ręczny - mąż kupił żebym wreszcie mogła wyjść. Nie pomogło. 45 min odciągania żeby odciągnąć 20ml ����‍♀️ Oczywiście nasłuchałam się wtedy znów, ze jednak tam nic nie ma...
    Z synkiem było już łatwiej, krócej i rzadziej pił, nie zasypiał na piersi... jednak nadal z odciągania nici. Czasem nad ranem Ok 4 udawalo mi się ściągnąć Ok 40 ml. Zatem żeby wyjść na dwie godziny odciągając pokarm przez trzy dni �� Być może właśnie laktator od lovi sprawiłby, ze odciąganie dla trzeciego maluszka byloby łatwiejsze? Być może dzięki niemu będę mogła dać najstarszej czas sam na sam po urodzeniu maleństwa? Być może zrobię sobie takie zapasy w zamrażarce, ze nie będę płakać godzinę nad rozlanymi 45ml ����‍♀️

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam za sobą jeden miesiąc nieudanego karmienia pamiętam jak dziś nowa sytuacja mały wiecznie przy piersi nawet nie miałam jak wyjść do łazienki bo ciągle byliśmy sami a mały domagał się karmienia, oczywiście dobre rady zakończyły się tym że przeszliśmy na mm ... za kilkanaście dni a dokładnie 44 dni zostanę ponownie mamą i tym razem na pewno się tak łatwo nie poddam wiem że może być trudno bo w domu dwulatek ale nauczona niepowodzeniami przy pierwszym synku teraz nie chciała bym popełnić żadnego błędu i słuchać dobrych rad typu "nie masz pokarmu". Mam nadzieję że teraz wszystko pójdzie zgodnie z planem i będziemy się karmić długie miesiące ����✊✊✊

    OdpowiedzUsuń
  16. Nasza mleczna droga urwała się w połowie czwartego miesiąca... Pomimo mojego uporu, czytania setek artykułów i porad oraz walki, nie udało się pociągnąć tego dłużej. Pierwszy miesiąc, pomimo ciężkich początków był owocny, myślałam, że już nie będzie źle. Niestety... Po dwóch miesiącach córka wisiała na piersi prawie 23/24 h, pomimo tego między drugim a trzecim miesiącem zgubiła ponad kilogram- badania krwi, w których wyszły złe próby wątrobowe, sześć koszmarnie długich dni na oddziale gastroenterologii i konsultacja z neurologopedą, którą załatwiła nam nasza lekarz prowadząca... Dwie minuty. Tyle starczyło, żebym płakała kolejne dwa miesiące na samo wspomnienie o mojej porażce. Usłyszałam, że córka nie umie ssać i trzeba to ssanie skorygować- przejście na butelkę, kombinacje alpejskie przy przystawianiu butli... Pomimo próśb, żebym nie łudziła się, że powrócimy do kp, ja próbowałam- po miesiącu na butli, cieszyłam się jak głupia, że wciąż miałam pokarm. Niestety nie udało się... Teraz mam termin na 22.11 i bogatsza w doświadczenie obiecuję sobie, że drugą córkę uda mi się karmić dłużej, o wiele dłużej. Przy mojej krótkiej historii z kp pierwszej córki laktator bardzo mi pomógł, teraz też będzie częścią mojego macierzyństwa ��

    OdpowiedzUsuń
  17. Karolina Łużna6 listopada 2017 22:45

    Ja napisze prosto z serca.U nas zacZęło się w szpitalu po Cc gdy położna przyniosła mi małego po kilku godzinach po Cc. Byłam obolala nie mogłam się ruszać. Była niemiła. Położyła obok mnie dziecko kazała nakarmić. Pytam jak? Ona do mnie czego mnie ucZyli w szkole rodzenia . Ja że nie chodziłam bon nie czułam takiej potrzeby. Ok wzięła mi sutka zaczęła szarpać piersią bardzo mocno naciskać ból był nie do zniesienia ...nnke będę już pisać bo każda z nas wie... gdy dziecko zlapalo pierś ja mu ja wyrwalam... wyrwalam mu pierś ... To był ruch obronny... Nie przypuszczałam ze to będzie taki ból ...usłyszałam wtedy od niej co ze mnie za matka. Jak moglam zrobic to malenstwu ... powiedziala mi ze spotyka sie z takim czymś po raz pierwszy ... Była i oburzona. Pobiegla powiedziec innym poloznym. Ja plakalam ona zabrala dziecko. Czulam sie podle ... nie jak matka ... jakbym zostawila dziecko ... to byl strach ... on spowodowal ten ból...myślałam ze już nic gorszego mnie nie spotka po 15 godzinnym porodzie naturalnym i potem rozcinaniu mnie na stole aby ratować dziecko... myślałam ze cały ból za mną... myliłam się początki były straszne ... wylam z bólu ... łzy leciały ciurkiem ... po przystwianiu po raz kolejny byl tylko bol ale nie czulam zeby cos lecialo kolejnego dnia to sami, bol i strach ze nie dam rady... kolejnego dnia bylo lepiej , lecz nadal byłam szykanowana przez położne które wiedziały co zrobiłam ... zaczelam chodzic o wlasnych siłach... poprosiłam i laktator i dostałam właśnie elektryczny lovi. I co ? Mleko zaczęło "tryskac" w butelce. Dziewczyny z sali mi zazdroscily. Byłam szczęśliwa. Wiedziałam ze jest ... że mam czym karmić. Po powrocie do domu okazalo sie ze dziecko ma skaze białkowa. przeszlam na diete aby karmic ... mialam zapalenie obu piersi i z gorącZką 39,4 największą jaką miałam w życiu (serio ) Karmilam. Mialam problemy z gardlem migdalami lekarze specjaliści kazali odatawiac dziecko... A ja Karmilam ... mój lekarz ginekolog kazał odatawiac bo miałam grzybice nie dawał szans na wyleczenie jej bez mocnych antybiotyków ... Ja nie dalam sie walczyłam z tym wygrałam i nie prZestałam karmić ... rodzina mnie nie wspierała ... jedni się śmieją jaki duży i jeszcze cyc..inni karm dalej karm...niech sobie ssie. Mam pokarm lecz czas chyba skończyć przygodę bo syn ma 2 latka ... A potrzebne sa mi pieniądze i chciałabym podjąć pracę. Także laktator Bedzie dla mnie strzalemnw dziesiątkę ... jeszcze taki jak w szpitalu... to już calkiem byłoby super. Powoli zaczęła bym odciągnąć mleko do butelki przy małym A on może sam by zrozumiał ze on potrzebuje bliskości nie mojego mleka.�� pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. Wszystko to przede mną, czekam na tę wieź, na to połączenie.
    I stanę na rzęsach, żeby tak było-stąd i tu jestem ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja zacznę od tego jak to sobie wyobrażałam. Tak... Cudowne chwilę spędzone tylko we dwoje. Małe rączki dziecka na piersi, skryte pierwsze uśmieszki. Spojrzenia prosto w oczy i tylko my dwoje. Kiedy miałam rodzic to zaczęłam się tego bać. No bo jak to tak karmić... Wydawało mi się to takie nierealne że aż straszne. Może to dziwnie zabrzmi, ale tak... bałam się karmienia. Mój wczesniaczek leżał w inkubatorku więc miałam trochę czasu żeby się z tym oswoić. Początek wiadomo trudny. Ból i to że nie wiedziałam jak, ale nie o tym chciałam pisać. Do trzeciego miesiąca zastanawiałam się jak to jest. Wszyscy mówią że to takie wspaniałe chwilę itd. A ja nie czułam nic. Traktowałam to mechanicznie. Dziecko głodne więc biorę i karmie i to wszystko. Zaczęłam zastanawiać się czy może coś jest ze mną nie tak. I dopiero po długim czasie stało się... Uśmiech dziecka trzymanego na rękach. Małe rączki które delikatnie głaszczą. Takie spojrzenia dla których warto znieść wszystko, ulotne chwilę które tak bardzo chciałoby się zatrzymać na zawsze. Ten czas kiedy nikt inny nie może Cię zastąpić, który jest tylko dla Ciebie. Poczułam to i postaram się zapamiętać na zawsze. Czy było trudno? Bardzo. Czy było warto? Warto jak nic innego na świecie.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja karmiłam syna 2,5roku....
    Był to piękny czas,ale trudne początki.
    Zakrwawione i popękane sutki i tak nie zniechęciły mnie do karmienia...
    Wspaniałe to były chwile,kiedy cycuć wystarczył misiowi za wszystkie skarby świata...kiedy ze śmiechu wypadał z buźki,powodując mlaśnięcie ,ktore z kolei było powodem do jeszcze wiekszej radości...z czasem "przyszly"ząbki...i zaczelo się przygryzanie,aby wzbudzić reakcję...to był piekny czas,11 lat minęło,wspominam z rozrzewnieniem...obecnie czekam na drugiego synka(30tc)...i nie wyobrażam sobie nie karmić piersią,jesli tylko będę mogła...
    julita.jurczykowska@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  21. Pierwsza ciąża, brak doświadczenia i nasza wspólna mleczna droga do miłości nie była łatwa. Dookoła znajome, które rezygnowały z karmienia już przy pierwszych kryzysach laktacyjnych. Dziwiłam się, że nie walczą, nie próbują utrzymać laktacji. Karmienie piersią jest wyrazem największej miłości i czułości do dziecka. Ta magiczna więź, która tworzy się pomiędzy mamą a maluszkiem. Czułość, bliskość nie da się tego zastąpić niczym innym. Od razu po porodzie miałam pokarm, dużo pokarmu, cieszyłam się bo chciałam karmić. Jednak pojawił się pierwszy kryzys, drugi, trzeci. Nie poddawałam się, walczyłam. Nasza córcia nie chciała żadnym sposobem zaakceptować butelki. To jeszcze bardziej mobilizowało mnie do tego aby się nie poddawać. Jej płacz kiedy mleko nie leciało ściskał serce. Kiedy spała siedziałam godzinami z laktatorem w ręku, pomimo tego, że po mleku początkowo nie było ani śladu. Hektolitry wypitej herbaty z mlekiem, herbatek dla mam karmiących. Opłacało się. I tak już 13 miesięcy trwa nasza mleczna droga do miłości :) Bliski kontakt, spojrzenia maluszka w moje oczy w czasie karmienia, uśmiechy i muskanie malutką rączką są bezcenne. Teraz, kiedy któraś z mam powie mi że przestała szybko karmić bo nie miała pokarmu - nie uwierzę. Wystarczy chcieć utrzymać laktację, walczyć o nią i się nie poddawać!

    OdpowiedzUsuń
  22. To moja druga ciążą. Obecnie jestem w 36 tc., ale karmić będę pierwszy raz. Ze względu na chorobę i konieczne leczenie, przy pierwszym dziecku pozostało mi karmienie mm.
    Teraz będzie inaczej- zgoda lekarza na inny rodzaj leczenia. Wystarczy, że pokarm będę odciągać i w razie głodu Maleństwa, 4h po przyjęciu przeze mnie leku podam odciągnięte MOJE :) MLEKO.
    Czy to nie piękne? I takie proste :)
    Ja i On - Syneczek, nasza przygoda niedługo się zacznie. Tak naprawdę ona już trwa kilkadziesiąt tygodni. Pewnie nie powinnam się nastawiać, bo nigdy nie wiadomo jak będzie, ale... za późno! :) Nastawiłam się, ba! nakręciłam :) Będę karmić piersią, a jak będzie trzeba to o to zawalczę.
    Nie mogę się doczekać kiedy zaczniemy budować naszą więź. Wyjątkowe chwile na razie obserwuję u Was na IG :) i wyobrażam sobie, że właśnie tak będzie wyglądało u nas. Czekam na tą bliskość, małe pulchne paluszki na mojej skórze.
    Za kilka tygodni napiszę jak sobie radzimy.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Moja córeczka, Anulka, przyjdzie na świat w ciągu najbliższego miesiąca. Termin mamy grudniowy, ale jest straszną wierciochą, więc zobaczymy czy wysiedzi w brzuchu. Całą ciąże zastanawiałam się czy zapewnie jej wszystko czego potrzebuje do prawidłowego rozwoju, pewnie jak każda mama miałam mnóstwo obaw. Okazało się, że Anulka rośnie duża i sądząc po kopiach, silna. Po tym jak opuści przytulny brzuch chciałabym dalej zapewnić jej wszystko co najlepsze. Dlatego jest we mnie wiele obaw dotyczących karmienia. Owszem, kiedy patrzę na inne mamy wydaje się to być proste, najnaturalniejsze na świecie. Ale czy dla nas okaże się takie samo? Zastanawiam się czy sprawdzę się jako mama. Czy będę miała wystarczającą ilość pokarmu, albo odwrotnie czy nie zaskoczy mnie nawał pokarmu, który może skutecznie utrudnić życie moje i maleństwa, czy nie pojawia się zastoje, jak sobie z tym wszystkim poradzić? Ba, zastanawiam się czy w ogóle będę umiała przystawic Anulka do piersi. Strasznie chciałabym jej oszczędzić stresów z tym związanych. Mam świadomość, że moje dylematy są naturalne, że każda młoda mama je przeżywa. Ale tak strasznie chciałabym być Supermamą z superbufetem :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  24. Moja droga mleczna, choc krotka, byla dosc egzotyczna i obfitowala w duze dozy milosci i wsparcia. Mieszkajac w Azji poludniowo-wschodniej juz w czasie ciazy zaczelam otrzymywac dobre rady na temat karmienia piersia od lokalnych znajomych. Wiele z nich polecalo lokalne ziola, specyfiki i, przede wszystkim, wlasne doswiadczenie. Jako, ze mieszkamy w, jak to nazywamy, "trzecim kraju" (czyli ani moim, ani mojego meza), bedac zdani sami na siebie, cenilismy to wszystko, cale to zaangazowanie i poparcie. Po narodzinach corki, przy ktorych towarzyszyla juz moja cudowna mama, piszac sie jednoczesnie na 5-cio miesieczne zamieszkanie na Tajwanie, los szybko zweryfikowal moje oczekiwania i poczynione przygotowania do karmienia piersia. Stefka owszem, ssala z entuzjazmem, jednak byl on tak wielki, ze bol temu towarzyszacy byl nie do wytrzymania. Przy wypisie do domu dostalam zalecenie odciagania pokarmu, zeby dac moim obolalym piersiom szanse sie wygoic. Nie poddawalam sie choc pokarmu bylo jak na lekarstwo - na zmiane odciagalam, potem przykladalam choc na chwile mala. Przez Skype i Facebooka codziennie dostawalam lawine porad od siostry w Polsce, ktora wczesniej rowniez zaciecie walczyla o laktacje, a lokalni znajomi wysylali specjalne herbaty, by usprawnic produkcje mleka. Niestety, po 3 miesiacach walki, godzin przegadanych z mama na miejscu i z siostra na Skypie, pokarmu bylo dalej tak niewiele, ze nie pozostawalo nic innego, jak zakonczyc karmienie na dobre. Na poczatku czulam sie winna, wydawalo mi sie, ze w kraju, gdzie karmienie mieszanka jest na porzadku dziennym, niewiele osob mnie rozumie, ale z czasem uswiadomilam sobie, ze zrobilam absolutnie wszystko co moglam, ze nie ma sensu w tym siedziec i sie zamartwiac. Zaczelam nawet odczuwac pewien komfort z braku wiekszego kontaktu z Polska - na Tajwanie nikt nie nazywal mnie matka wyrodna, jak to mialo miejsce przy okazji naszej wizyty w kraju,gdy Stefka miala 4 miesiace, nikt nie patrzyl sie z oburzeniem na butelke w mojej dloni, nikt nie oburzal sie, ze walczylam "tylko" 3 miesiace. Nigdy nie zapomne nocy, gdy obie ze Stefka ryczalysmy, ona z glodu, a ja z bolu, a miedzy nami siedzial przerazony maz nie wiedzac, ktorej najpierw pomoc. Nie zapomne tez tych momentow, kiedy troche sie udawalo, kiedy lezalysmy razem na lozku, po prostu czujac swoja bliskosc. Mysle, ze koniec koncow nie zamienilabym tego doswiadczenia na zadne inne, sama walka stworzyla miedzy cala nasza 3-osobowa rodzina silna wiez, ktorej nic nigdy nie zlamie.

    OdpowiedzUsuń
  25. Witam!

    Będąc w ciąży oczywiście zakładałam, że będę karmić piersią. Wydawało mi się to takie naturalne, uważałam że to jest to, co mogę jeszcze dac od siebie mojemu Maleństwu. Zalety pokarmu mamy były mi dobrze znane, chociażby jako początkującemu pediatrze. Wszystko pięknie układało się do 4 tygodnia, kiedy u Zosi stwierdzono wrodzoną dysplazję stawów biodrowych. Przy takiej diagnozie zmuszona była prawie przez całą dobę mieć zakĺadaną rozpórkę, która w dużym stopniu utrudniała chociażby wygodne przystawianie do piersi. Wszystkie pięknie proponowane pozycje do karmienia piersią były niemożliwe do osiągnięcia! Ale się zaparłam i mimo wielu niedogodności i zgrzytów zębów przetrwałyśmy te 2 miesiące! :-) Niestety nie wspierało czytanie postów na blogach o dysplazji, gdzie większość mam rezygnowała z piersi jak i współpraca, a raczej jej brak z fatalnym ręcznym laktatorem, który dostarczał mi tylko samych frustracji!! Bardzo szybko z niego zrezygnowałam. Teraz czytając o nowym laktatorze Lovi myślę sobie, że mógłby nam wówczas pomóc w tych trudnych chwilach. Jednak nic nie zmienia faktu, że naszą wspólną drogę mleczną wspominam bardzo dobrze i trochę byłam z siebie dumna, że się nie poddałam!
    Teraz jestem w ciąży, w marcu przyjdzie na świat nasz synuś i laktator jest na jednym z pierwszych miejsc wyprawki! :-)

    OdpowiedzUsuń
  26. Dlaczego ważne jest było dla mnie naturalne karmienie ?
    Bo po pierwszym nieudanym razie , byłoby to marzeń spełnienie,
    Zawsze mama moja podziw we mnie budziła , 
    Że czworo dzieci naturalnie wykarmiła,
    I to było dla mnie normalne i pewne całkowicie , 
    Że po porodzie przystawiasz dziecko i ono od razu pojmuje z piersi picie ,
    Los niestety plany moje zniwelował,
    O wszystkim dam zdecydował,
    O tym , że nie rodzilam naturalnym sposobem ,
    Cesarskie cięcie nie było moim wyborem ,
    Że z dzieciątkiem wszystko w porządku, byłam jednak szczęśliwa
    Gdy mleko w piersi się pojawiło ,  przyszła ta sądna godzina ,
    Że będę karmić piersią było to dla mnie coś pewnego ,
    Niestety,  ciężko nam to szło,  więc nic bardziej błędnego,
    Kiedy ssać moja dziecinka zaczęła,
    Choroba dla mamy się rozpoczęła ,
    Silne antybiotyki, piersią karmić mi nie pozwoliły,
    Długo to wszystko trwało i lekarze wręcz mi tego zabroniły,
    Tak więc syn mój nie poznal tej cudownej bliskości,
    Nie poznał smaku naturalnego pokarmu i płynących z tego wspaniałości,
    Przy każdej wizycie gości słyszałam pytania jak do prasy ...
    Nie karmisz?  A czemu?  I widziałam ten wzrok do plotek łasy.
    Sama czułam się źle tym faktem , że syna nie wykarmiłam,
    A każda źłe słowo ,  spojrzenie sprawiało ,  że jeszcze gorzej się czułam . 
    Wlasnie urodziłam drugiego syna i nasza mleczna histora trwa tak niewiele,
    504 godziny , zaczęła się w nocy w niedziele,
    Ale już wywołuje u mnie mile wspomnienia ,
    Bliskości i ogromnej miłości,  takiej do zatracenia!
    Pierwszy moment z synem zapamiętam do końca życia,
    Kiedy to położono mi go na brzuchu, a on zaraz szukał mleczka do spożycia��
    I już się położne śmiały,  że urodziłam mlekoholika małego,
    Non stop na piersi , cały dzień i noc wiszacego!
    I tak nam tez mija ta 505 godzina , mały pije
    A mama zakochana patrzy i jak połyka obserwuje ,
    Nawet jest pewna ,  że czasem widzi usmieszek malutki na jego twarzy ,
    Chce by wyrósł na cudownego i zdrowego człowieka,  o niczym innym nie marzy!
    Także mimo że , narazie ciągiem nie przespała całej godziny,
    Piersi bolą,  ledwo chodzi, to wszystko nieważne,  zrobi wszystko dla tej kruszyny❤
    Duma rozpiera mame, że wyszło im te naturalne karmienie,
    Ze starszakiem nie wyszło ,  szło nam jak kosą o kamienie!
    Młodszy natomiast pije duzo , jakby chciał  za ich dwoje...
    A produkcja trwa pełna para , czasem czuje że pekna te mleczne zwoje!
    Karmiąc piersią , czuje ze z drugiej cieknie mi po brzuchu ��
    Więc szybko zmienia, a mały sączy,  w całkowitym bezruchu ,
    Widać tylko blogość na jego malutkiej twarzy ,
    I wydaje mi się ,  że następne karmienie to coś o czym aktualnie marzy ��
    Więc wiem, że chwila nie minie, nie zdążę wstać z fotela mojego,
    A już ta buźka będzie robić miny i domagać się jedzonka swojego,
    I choć wiem , że wyśpię się gdzieś za 400 dni , tak około , 
    To nieważne będziemy się karmić,  dzień i noc i tak wkoło,
    Dobrze kończę mój nieporadny poemat kochani ,
    Bo wstał mój bobasej i po minie widzę ,  że kolejne karmienie przed nami ��

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  27. U mnie ciężko mówić o typowym karmieniu piersią. Przykre są spojrzenia ludzi kiedy pytają jak karmię, a ja odpowiadam: butelką, z odciągniętym pokarmem. Cyc dla mojego szkraba służył od początku do miętolenia, gryzienia, ssania zamiast spoczka, ale wkurzało go, że leci, albo że nie leci, albo za wolno, albo za dużo. Duży wpływ miał również fakt, że kruszyna urodził się miesiąc za wcześnie. Termin był na 3 lub 5 lipca a te wyskoczył 4 czerwca. Był drobny i nie potrafił pyszczkiem objąć brodawki. jego usteczka były za malutkie, a mój sutek za wielki. Mimo wielu prób, pomocy ze strony położnych i doradcy laktacyjnego ponieśliśmy klęskę w temacie cycowania, ale.. mimo gróźb starszej położnej pokarm utrzymuje się już ponad 5 miesięcy i końca nie widać!. Najważniejsze to chęci, determinacja i zaangażowanie oraz... dobry laktator! Przyznam że chętnie wypróbowałabym LOVI, ale cena mnie troszkę przeraża, dlatego na razie do regularnego, codziennego odciągana pokarmu używam inny. Już wyrobiony, lekko podniszczony, ale jeszcze dzialający.
    Przyznam, że marzyłam o prztulonym do piersi dzieciątku zassanym, najedzonym i szczęśliwym. Udało mi się spełnić 2 z 3 bo jest najedzony i szczęśliwy, a to że nie zassany, a co jakiś czas cumkający... Trudno, ważne że może dostawać moje mleko. I tak, uważam, że tak jak Wy karmię piersią! W inny, może troszkę trudniejszy sposób, ale przecież nic nie jest czarno białe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę pani, taki sam sposób wybrałam i jest to najlepszy sposób pod słońcem, cycek musi się schować i jest trudniejszy, nie łatwiejszy.Ludzi na ulicy niech pani ma w nosie. Przy następnych dzieciach tez tylko laktator będę stosowała. Kupy problemów dzięki niemu udaje się uniknąć.Ma pani racje, najważniejsze że dziecku jest dobrze i przede wszystkim mamie.

      Usuń
  28. Obecnie jestem w 22tc.pierwszej ciąży także mam nikłe doświadczenie w tym temacie. Jednak obiecałam sobie, że będę bardzo zawzięta w tym temacie i tak łatwo się nie poddam. Przecież taka jest nasza natura,po to zostałyśmy stworzone tak a nie inaczej żeby wykarmić nasze potomstwo. Nikt nie jest w stanie zastąpić dziecku takiej bliskości z matką i poczucia bezpieczeństwa. Już nie mogę się doczekać pierwszego karmienia mojej córeczki, spojrzenia w oczy i małej rączki na piersi. Będzie to tylko nasz czas i zamierzam go celebrować jak najdłużej. Wierzę już teraz, że nam się uda i będzie to trwać jak najdłużej.

    OdpowiedzUsuń
  29. Nasze karmienie piersią od początku było trudne. Synek miał problem ze ssaniem aja za krótkie brodawki i do tego sytuacja życiowa. Kilka czynników sprawiło , że wybrałam wyłącznie odciąganie laktatorem przez całe karmienie, czyli 8 miesięcy, i dawałam z butelki. I to była najlepsza decyzja na świecie. Przy następnych dzieciach tez tak zrobię od porodówki, żadnej piesi, tylko laktator:-) Bez niego nie ma karmienia piersią, przynajmniej dla mnie:-)I zaoszczędza masy problemów. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  30. Moja przygoda z karmieniem piersią była bardzo krótka, bo trwała zaledwie 10 dni, bardzo cierpiałam przez te dni, gdyż syn miał ogromny apetyt a ja nie umiałam go nakarmić. Próbowałam ściągać pokarm laktatorem ręcznym ale rezultat był bardzo słaby. W taki oto sposób straciłam pokarm (być może wpłynął na to stan zdrowia synka i moje obawy o niego). Mało brakowało a wpadłabym w depresję z tego powodu, bo "co to za matka, która nie potrafi nakarmić swojego dziecka", potrzebowałam trochę czasu aby się do tego zdystansować i zrozumieć, że nie karmiąc piersią mogę być najlepszą mamą dla swojego synka, a widząc jak zdrowo rośnie na MM, moje złe samopoczucie opuszczało mnie bez wyrzutów sumienia, w końcu mój synek nie był głodny!
    Dziś jestem w drugiej ciąży i zapewne będę potrzebowała pomocy elektyrcznego laktatora Lovi, który pomoże mi w kryzysowych sytuacjach utrzymać pokarm. Bo jestem silna i się nie zraziłam (chyba).

    OdpowiedzUsuń
  31. Antoś ma 2 latka 8 miesięcy i 16 dni , Kornelka jest 28 tygodni w brzuszku u mamusi. W obu przypadkach chcialam i chcę karmić piersią tylko czy będzie mi dane... w pierwszej ciąży mielismy strasznie pod górkę począwszy od tego ze urodzilam wcześniaka i bylismy rozlaczeni na kilka dni , mogłam tylko na niego patrzeć a pielegniarki karmily go sztucznym mlekiem i nie daly mi szansy dostawić go do piersi, ja bezradnie walczylam z recznym laktatorem...gdy sytuacja troche sie uspokoila w domu , doszly kolki i niesamowite ulewanie , mleko buchalo z synka jak fontanna a lekarze nic sobie z tego nie robili. Godzinami odciagalam mleko ,podawalam butelka a syn i tak w ciągu chwili potrafil wszystko zwymiotowac. Pewnego wieczora odlozylismy syna do łóżeczka a my z mężem wzięliśmy sie na sprzątanie gdy nagle Antos zrobił sie bordowy a z ust toczyła mu sie piana...zaczelismy go przerzucać z rąk do rąk..obracac ,klepac, potrzasac ,dmuchać w usta ale nic nie pomagało. Nagle on stal sie siny i nie oddychal ,ja krzyczałam i płakałam ,myślałam że to koniec a mój mąż wziął go mocno w ręce i obrócił do góry nogami i wepchnal mu palce go gardła a wtedy złapał powietrza. Choć byla zima wskoczylismy do auta tak jak stalismy a maly byl owiniety tylko w koc. Od tamtej pory musial pić specjalne mleko ktore gestnieje w brzuszku i robi sie jak guma ,dzieki czemu juz nie ulewal. Laktator elektryczny byl by bardzo dobrym prezentem dla mnie bo ręczny to katorga dla rąk jak i piersi a ja mam nadzieję że choć tym razem bedzie mi dane sie karmić piersią :) ps . Mam najlepszego męża na całym świecie!

    OdpowiedzUsuń
  32. 12 lat temu, młoda, niedoświadczona, nie poinformowana mama, synek dwa dni na obserwacji, pod kabelkami, karmiony butelka. Nie walczylam o kp i mm zostalo, wtedy wydawalo mi sie to wygodne, dziecko moglo zostac z tata, babcia... 3 lata pozniej na swiecie pojawila sie coreczka. W szpitalu nacisk na kp, przystawiam, slabo idzie, brak pomocy i wsparcia. Lzy niemocy, bezsilnosc, po powrocie do domu bez wahania siegam po butelke i czuje... ulge. 4 lata temu pojaeia sie na swiecie kolejny synek. W szpitalu karmimy sie bez problemu, po wyjsciu do domu rowniez, maly pieknie ssie, nawet poranione brodawki mnie nie zniechecaja, polozna stwierdzila ze dojzalam do kp, cos w tym bylo. Niestety nie zbyt dlugo. 3 miesiace i pojawil sie kryzys, z dokarmiania jedna butelka dziennie nawet nie zauwazylam kiedy calkiem przeszlismy na mm. Bylobminelo, czasu nie cofne, dzieci kochane, szczesliwe i to najwazniejsze.
    To jednak nie koniec, przed nami czwarta szansa. Kolejny maluszek w drodze. Od poczatku ciezki start, problemy jakich wczesniej nie doswiadczylam i strach jakiego nigdy nie czulam... a z nim postanowienie, karmie naturalnie :) Bogatsza w wiedze, troche prakryczna i teoretyczna w wiekszej dawce mam ogromna nadzieje ze tym razem sie uda i nie polegne przy pierwszym kryzysie. Ciezki poczatek chce wynagrodzic tum co najlepsze- mlekiem mamy.

    OdpowiedzUsuń
  33. Jak sobie wyobrażałam karmienie piersią... hmm chyba nie do końca tak jak to jest na prawdę teraz , choć zawsze wyglądało to na coś cudownego widziałam te bliskość maluszka z mamą oraz jakieś magiczne połączenie tak to wyglądało słodko kiedy widziałam kuzynki karmiące swoje maluszki.zawsze wtedy powtarzałam sobie ze będę karmić bo to coś wyjątkowego i poniekąd zazdrościłam już wtedy marzyłam o maluszku który będzie się wtulał w moją pierś i z uśmiechem pił mleczko. Parę miesięcy później okazało się że jestem w ciąży i bardzo ucieszył mnie ten fakt, fakt że sama zaznam tego magicznego połączenia tej więzi oraz tego że będę mogła maluszkowi dać co najlepsze oczywiście wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy ze karmienie piersią nie koniecznie może być takie proste. Zawsze sądziłam że to takie bezproblemowe aż w końcu urodziłam synka oczywiście pokarmu miałam pod dostatkiem a w zasadzie miałam hiperlaktacje właściwie do tej pory mam ją. Położna mi powiedziała że mogłabym spokojnie bliźniaki wykarmić, wtedy nie sądziłam że mogą być z tego problemy tylko cieszyłam się że mleko jest w piersiach. Po 1 dobie zaczęły się pierwsze schody piersi twarde jak kamienie brodawki poranione i ból. Wtedy czar prysl choć nie zupełnie dopiero wtedy uświadomiłam sobie ze laktacja wymaga też wytrwałości. Wtedy już wiedzialam dlaczego niektóre panie rezygnują z mlecznej przygody. Ja się nie poddalam przetrwałam choć syn wcale nie ułatwial zadania. Po porodzie byłam niewyspana , zmęczona i nie spalam dobre 3 doby a mały postanowił cała noc jeść. Potem wiele zastojow i zapalen przeszłam ale dalej nie poddawalam się dalej się karmimy. Oprócz tego od października znów wróciłam po części na zajęcia czasem jak mam dłuższe zajęcia w przerwie babcia mi go przywozi do karmienia jakoś to godze choć łatwo nie jest. Laktator ręczny nie daje sobie rady bym sciagnela mleko dla mego maluszka więc kombinujemy jak się da a mleka modyfikowanego mój maluszek nie tyka każdym pluje więc w razie co nawet nie ma czego mu podać mój syn żąda piersi i koniec.
    Do tego niedawno dowiedziałam się że pod mym serduszkiem zamieszkalo kolejne życie i wiem że wszystko co najlepsze dam kolejnemu mojemu szczęściu i myślę nawet o karmieniu w tandemie. Mleko z piersi ma niezwykle właściwości jest najzdrowsze dla maluszka ponadto za darmo je natura dała. Pomimo wszystkich kryzysów i problemów z laktacja naprawdę warto o nią walczyć warto dla maluszka, warto dla tej więzi dla tego magicznego połączenia, warto bo nic nie kosztuje i jest najzdrowsze warto bo to jest wygodne zawsze ciepłe zawsze gotowe zawsze pod ręką. Karmić warto bo to magia i najlepsze co moga dostać nasze kochane maluszki

    OdpowiedzUsuń
  34. A moją mleczną drogę chyba do końca popsuł mój kiepski laktator.... I obiecałam sobie, że jak będę w drugiej ciąży to kupie sobie najlepszy jaki tylko znajdę na rynku:)
    Jestem posiadaczką mikro biustu;) i niestety mój biust mimo moich najszczerszych chęci nie produkował tyle mleka ile było potrzeba dziecku (konsultowałam to ze specjalistą). Musiałam ją dokarmiać, a robiłam to sondą, którą trzymałam zgarbiona przy piersi, dzięki temu dziecko piło mleko sztuczne i stymulowało cały czas pierś... i tak do 6 miesiąca... Do dziś bolą mnie od tego plecy;). Takie karmienie musiałam przerwać, bo córcia stała się ciekawska i co chwilę wyrywała rurkę z uśmiechem;) A samej piersi nie chciała.. Wtedy postanowiłam, że będę jej choć tę odrobinę odciągać laktatorem i dawać w butelce. Niestety od początku kiepsko ciągnął i zbierał mało mleka. I tym razem również nie podołał, a ja odpuściłam w końcu. Podczas ostatnich karmień płakałam... tak bardzo było mi przykro, że to już koniec... Do dziś wspominam to jako najpiękniejsze chwile w moim życiu:)))))) szczególnie, że córeczka nie lubi się przytulać, a podczas karmienia była tak blisko mnie:). Teraz po cichu marze o drugim dzidziusiu i o tym, że znów będę karmić:) i tym razem wierzę w to, że potrwa to o wieeeeeele dłużej:)
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  35. Mamą zostanę w marcu i mimo kilku obaw już się nie mogę doczekać wspólnych chwil z moją Córeczką.
    Karmienie jest dla mnie priorytetem! Kiedy koleżanki zaczęły wypytywać czy boję się porodu, uświadomiłam sobie, że największe obawy są związane właśnie z karmieniem. Czy się uda? Czy będziemy potrafiły nauczyć się siebie wzajemnie? Jak długo będę miała pokarm?
    Jak do wszystkiego w życiu, nastawiam się pozytywnie, równolegle rzetelnie się przygotowując. Czasem śmieję się, że szykuję się "jak na wojnę". Ale to nie będzie wojna przeciwko czemuś, tylko po coś. Po najcenniejszy dar, który mogę dać mojemu Dziecku tylko ja i to zupełnie za darmo ;)
    P.S. Ani ja, ani moja Siostra nie byłyśmy karmione piersią. Po cesarskich cieciach Mama nie została otoczona odpowiednią opieką i pokarm zanikł. Wiem, że zawsze tego żalowala. Dziś mogę jedynie się domyślać jak bardzo moje problemy zdrowotne są z tym związane. Dlatego zrobię wszystko by historia moja i mojej Córeczki zaczęła się całkiem inaczej ❤

    OdpowiedzUsuń
  36. Moje maleństwo ma teraz 3 miesiące i cały czas karmię piersią choć mieliśmy dużo problemów. Problemy zaczęły się już w szpitalu kiedy to niunia nie mogła złapać brodawki. Położne przychodziły z pomocą ciągnięcie za brodawki, szczypanie nawet przyciskanie główką niuni do piersi (to było najgorsze czego doświadczyłam przez pseudo położna) aż wkoncu się udało ale jedna piersią. Połowa sukcesu była. Wkoncu zdecydowałam się na kapturki na brodawki, z tym niunia mogła cuchac dwie piersi bez problemu. Kolejna dobra to nawał... Płacz z bólu i bezsilności bo maleństwo nawet przez kapturki nie mogło poradzić sobie ze ssaniem. Płakałyśmy we dwie a kobiety z sali patrzyły się z politowaniem. Na szczęście i tu mi się udało bo siostra pożyczyła mi swój laktator więc mogłam ulżyć sobie a niunia mogła zjeść. Niestety laktator tylko dla ulgi mogę używać bo rani mi brodawki. Mimo tyłu problemów karmię już 3 miesiące i zamierzam jeszcze dluzej ale przydałby mi się lepszy sprzęt bo moja laktacja się nie unormowala a piersi maja nadprodulcje. Na szczęście Nelcia zdrowo przybiera na wadze i to jest najważniejsze:)

    OdpowiedzUsuń
  37. Cześć. Swoją historię z karmieniem mogłabym streścić jako "na przekór". Bo już kiedy byłam w ciąży i wspominałam coś o karmieniu piersią to moja babcia, mama i siostra jak jeden mąż chórem mówiły "nie spodziewaj się za wiele, u nas w rodzinie to żadna nie karmiła". Nie miałY pokarmu, albo miały go bardzo mało/bardzo "cienki" itp, itd. Nieśmiało mówiłam wtedy, że na nic się nie nastawiam i że, broń Boże, nie chcę ich krytykować, ale może jednak ich problemy byłyby do pokonania przy odpowiednim wsparciu. Że teraz jest zupełnie inne podejście do karmienia piersią niż 30, 60 lat temu.
    Jak czytałam o tym, że kobietom pod koniec ciąży wypływa mleko z sutków to łapałam się za głowę, bo u mnie nic takiego się nie działo. Co gorsza, nie zadziało się również po porodzie. Ani kropli. Mimo regularnego przystawiania synka. Wyszłam ze szpitala z arsenałem butelek i mm, ale wiesz co.. miałam też masę mobilizacji. Postanowienie że tak łatwo się nie poddam. W dniu wypisu odbyłam długą rozmowę z położną - doradczynią laktacyjną. Powiedziała, że przy tej historii rodzinnej i moich problemach z tarczycą powinnam nastawić się na walkę. To określenie mi się nie spodobało, ale przepracowałam to sobie w głowie po swojemu. Tego samego dnia kupiłam olej z czarnuszki, herbatkę laktacyjną (inną niż wcześniej zabrałam do szpitala) lanolinę do pielęgnacji brodawek i przede wszystkim porządny laktator elektryczny. Na początku był ból i stres, ale radość ze ściągniętych pierwszych 15 ml bezcenna. Ten pokarm traktowałam jak ambrozję!
    Historia, jak pewnie się domyślasz jest długa, ma wiele wzlotów i upadków. Ale synek ma 4 miesiące i wciąż karmię piersią, a mm tylko dokarmiam. Co jest najbardziej zaskakujące w mojej historii to to, kto najbardziej mi pomógł i jak. Największy kryzys miałam po 6 tygodniach gdy pokarmu wciąż było niewystarczająco, sutki bolały jak cholera, dziecko w zasadzie cały dzień "wisiało na cycku" , a mimo to płakało krótko po każdym karmieniu i na prawdę zaczęłam wtedy tracić radość z karmienia. A ponieważ sukces laktacyjny już nastąpił (no przecież mam pokarm!), to odczuwałam wielką presję żeby mm zupełnie odstawić. Każdą podawaną butelkę traktowałam jak porażkę i winiłam siebie myśląc że coś jeszcze robię nie tak, że jestem niewystarczająco silna. Wtedy też miałam wizytę kontrolną po połogu u mojego lekarza ginekologa. Zapytał o karmienie, streściłam mu sytuację mówiąc że robię co mogę ale nie wiem ile jeszcze dam radę. On powiedział mi, żebym do niczego się nie zmuszała, że super że karmiłam już te 6 tygodni i na początku przekazałam dziecku przeciwciała, że jego żona (też lekarka) karmiła 4 tygodnie. Sposób w jaki to powiedział oraz fakt, że jest to osoba do której mam 100% zaufania sprawiły że presja zniknęła jak ręką odjął. Pomyślałam, że będzie co ma być i że przecież mm dziecka nie otruję. Od tego dnia mojego pokarmu zaczęło przybywać jeszcze szybciej :) W mojej głowie pojawił się luz a radość z karmienia, które stało się czymś opcjonalnym a nie obowiązkowym, wróciła. Dziś mm zdecydowanie dokarmiam, ale nigdy się za to nie winię. Nie wierzę w teorie, że pokarm mamy uchroni przed każdą chorobą i działa cuda, ale cenię sobie kp za budowanie więzi i wygodę. Ciekawa jestem jak będzie przy drugim dziecku, bo planuję rodzeństwo dla synka :)
    P.S Laktator to wg mnie jedna z najważniejszych pozycji w wyprawce. Uważam, że lepiej kupić tańszy wózek a zainwestować w laktator elektryczny. Mam przyjaciółkę, której z pewnością by się przydał :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Po raz pierwszy w życiu zostanę mamą i są dni, w których dopadają mnie nie małe wątpliwości, np. czy dam sobie radę, czy ogarniemy się z mężem finansowo, itd. Jedną z takich niepewnych jest też to, czy poradzę sobie z maleństwem, by karmić go piersią, jak najdłużej się tylko da. Za każdym razem, gdy pomyślę o karmieniu wyobrażam sobie siebie siedzącą wygodnie w fotelu z moim synkiem, który dostaje ode mnie wszystko to, co najlepsze. Czuję tę więź, która nas połączy, ten czas, który zatrzymuje się wtedy w miejscu, byśmy mogli cieszyć się sobą. Ale zaraz potem pojawia się niepewność- czy wystarczy mi pokarmu, czy mały będzie świetnie dostawiał się do piersi, czy karmienie będzie boleć. Odganiam jednak te wątpliwości i choć jestem zdania, że naturalne karmienie to najlepsze, co mogę dać już od pierwszych chwil życia mojemu maluszkowi to wiem, że przed nami nie łatwa droga, którą mam nadzieję uda nam się wspólnie pokonać. Wierzę, że w pokonaniu tych trudów świetnie pomógłby nam laktator od lovi, bo nawet jeśli mój synek nie do końca poradzi sobie ze ssaniem z piersi to miałabym pewność, że dzięki laktatorowi mogę podać mu swoje mleko, a przy tym zrobić zapasy na "przyszłość".

    OdpowiedzUsuń
  39. Będąc w ciąży miałam 3 marzenia: by mój syn był zdrowy, bym mogła go urodzić siłami natury i byśmy długo karmili się piersią. Wszystko wydawało się w porządku do dnia terminu porodu. Po kontrolnym badaniu okazało się, że mój synek ma poważną wadę wrodzoną i konieczne jest szybkie cięcie cesarskie. I tak oto moje marzenia zaczęły się sypać jak domek z kart. Po chwilowym załamaniu wiedziałam, że nie poddam się bez walki i niczym lwica będę walczyć o zdrowie mojego Maluszka i karmienie piersią (przy chorobie Małego ważne jest, by nie łapał żadnych infekcji), które jest źródłem jakże cennych przeciwciał i odporności. Kiedy syn był już po tej stronie brzucha miałam przekonanie, że teraz już będzie "z górki", bo siara zaczęła mi lecieć gdzieś w połowie ciąży i cały czas nastawiałam się na kp, a wiadomo, że głowa to w tym przypadku podstawa. I kolejny raz pojawiły się schody. Po kilku pociągnięciach syna moje brodawki zaczęły się chować. Przyszła jedna położna, druga, doradca laktacyjny, z brodawek polała się krew... Syn płakał - bo był głodny, ja płakałam z nim - bo pierwsze dziecko, bo bardzo chcę, a znów coś nie wychodzi. Przyszli mąż, rodzice i teściowie, moja frustracja narastała, a Mały jeszcze bardziej płakał. Aż w końcu położna przyniosła nakładki, jednocześnie wydając wyrok: "To może pomóc, ale długiego karmienia to Wam nie wróżę i radzę nastawić się na butelkę". I wtedy rozpoczęła się nasza walka o każdą kroplę mleka. Bywały lepsze i gorsze dni. W 3 dobie pojawił się nawał i gdyby nie laktator i wsparcie bliskich, to pewnie byśmy nie dali rady. Potem był pobyt w szpitalu (3 tydzień życia) i zabieg chirurgiczny Młodego, a w raz z nim kolejny mleczny kryzys, brak pokarmu, kolki i pobudzanie produkcji mleka laktatorem. Dziś zbliżamy się do 4 miesiąca walki o zdrowie syna i każdą kolejną kroplę mleka. Nie udało się zejść z nakładek, wciąż pobudzamy laktację używając laktatora i cieszymy się każdą wspólnie spędzoną chwilą, by spełnić choć to jedno przedporodowe marzenie! I choć teoria brutalnie zdarzyła się z rzeczywistością i codziennością, to jestem dumna, że mimo wielu trudności syn rozwija się prawidłowo i karmimy się piersią!

    Zdecydowałam się na napisanie naszej historii i wzięcie udziału w tym konkursie, bo marzy mi się ten laktator Lovi. Bardzo by nam pomógł w dalszej mlecznej drodze.

    OdpowiedzUsuń
  40. Witam!

    Moja historia z karmieniem piersią była bardzo krótka :(. Zacznijmy od początku, w zeszłym roku w maju urodził się nasz ukochany synio, ciąża nie była łatwa(prawie cały czas na podtrzymaniu) ponieważ to już piąta moja ciąża ale niestety dzidziuś dopiero pierwszy, wcześniejsze kończyły się umieraniem maleństw tak ok 8- 10 tygodnia ciąży(niestety przyczyn nie ustalono). Ale wreszcie udało się donosiłam do 37 tyg i zaczął pchać się na świat Franio. Poród nie najłatwiejszy ale po ok 8 godzinach udało się !!!! 9 pkt w skali, wszystko ok. Niestety nie długo bo po kilku godzinach zaczyna gorzej oddychać i nie wiadomo z jakich przyczyn. Moje wymarzone maleństwo jeszcze tego samego dnia odjeżdża do specjalistycznej kliniki 100 km ode mnie.( gdzie nie można przebywać razem z nim, bo to intensywna terapia noworodków i wcześniaków). Na drugi dzień wypisuje się ze szpitala i jadę do niego leży w inkubatorze czasem podają mu tlen, i oczywiście kroplówki. Na szczęście okazało się że to infekcja poporodowa i poleżał 6 dni i dostałam go do domu. Przez te 6 dni co 2 godziny próbowałam ręcznym laktatorem odciągnąć choć odrobinę pokarmu, bo przez stres(tak mi powiedziano) nie chciał pokarm się wytworzyć. Ale próbowałam codziennie zawieźć choć odrobine mojemu skarbowi. Jak wróciliśmy do domu zaczęłam przystawiać i tu problem bo pokarmu dalej nie miałam a i mały na smoczek się już chyba przestawił i było pełno płaczu i krzyku bo głodny a ja nic nie mogłam zrobić. I niestety po tygodniu dałam spokój bo dalej nie miałam pokarmu a dziecko i tak nie chciało moich piersi ssać. Byłam z początku załamana, że co ze mnie za matka itd., płakaliśmy razem z małym. Oczywiście przeszło po jakimś czasie bo zaczęły się problemy z dobraniem mleka, kolki itd. Ale najważniejsze że teraz mały ma półtora roczku jest super chłopcem, bardzo mądrym i ciekawym wszystkiego, wszędzie go pełno i je teraz wszystko :). Planujemy teraz rodzeństwo dla Frania i mam nadzieję że się tym razem wszystko uda a laktator by się bardzo przydał. Pozdrawiam bardzo gorąco, dużo zdrówka dla córeczek!

    OdpowiedzUsuń
  41. "Mleczna przygoda w 6 aktach"
    Akt 1 - Planowanie
    Moja przygoda z karmieniem piersią rozpoczęła się już na długo przed przyjściem na świat mojego Skarba. Już w ciąży, a nawet wcześniej, przeczytałam mnóstwo porad, książek, forów...rozmawiałam z koleżankami i oczywiście popierałam przedstawioną idee. W końcu mleko matki to najlepsze, co można dać swojemu dziecku.

    Akt 2 - Początki
    Początki jak wiadomo są trudne, ale ja miałam świetny start.
    Miałam to szczęście, że mój Mały Książe jest urodzonym miłośnikiem jedzenia :) dlatego już kilka chwil po porodzie przystawiłam go do piersi, a On doskonale znał instrukcję obsługi - może czytał to wszystko razem ze mną :)
    Po pierwszych dniach w szpitalu, kiedy mój Maluszek niemal nie odrywał się od piersi, wróciliśmy do domu i książkowo, z zegarkiem w ręku, jedliśmy co dwie godziny. Moim jedynym problemem były nieprzespane noce, a kocham spać :)

    Akt 3 - Falstart
    Ok 3 tyg. dopadł nas pierwszy kryzys. Jego imię, to Nawał pokarmu. Podobno dopada ponad 90% młodych matek. Jestem jedną z nich. Moje piersi były jak para dojrzałych pomarańczy. I może by mnie to nawet cieszyło, bo należę do grona mniej obdarzonych przez naturę :P gdyby nie fakt, że nie nadążałam wymieniać wkładek, a ból był momentami nie do zniesienia. Laktatora nie miałam, bo przecież ja, urodzona po to by być mamą, zakładałam karmienie JEDYNIE piersią do 6tego miesiąca życia. Po jednym dniu okładów, odciągań i wszystkich domowych "ulżaczy"...pojawił się plan zakupu. Jednak zanim wybrałam odpowiedni - problem minął, więc zakup wydał mi się niepotrzebny.

    Akt 4 - Płacz i zgrzytanie zębami
    Gdy nawał minął, a ja myślałam, że najgorsze już za mną, okazało się, że te wszystkie "poradniki", w których czytamy jakie karmienie piersią jest przyjemne i cudowne, to najlepiej włożyć głęboko do szafy i nie wyciągać. W żadnym nie przeczytałam, że może mnie spotkać, to co działo się później.
    Mój Synek jest Zawodowym Miłośnikiem Jedzenia. Mógłby spokojnie startować w konkursie i miałby ogromne szanse na zwycięstwo :) Co innego ja. Sama sobie nie przyznałabym nawet nagrody pocieszenia. Mój Szkrab zaczął kąsać, ciągnąć i nie wiem co jeszcze, ale moje piersi nie były na to przygotowane. Przy każdym karmieniu płakaliśmy oboje - ja z bólu, Książe z nerwów. Znosiłam to przez kilka dni z nadzieją, że minie. Zmienialiśmy pozycje, jednak nie było to dla nas komfortowe. Smarowałam różnymi specyfikami, które dawały niewiele ulgi. Kapturki nie zdały egzaminu, bo mój Synek się nimi krztusił. Aż któregoś dnia, czara goryczy się przelała. Mój Synek w trakcie jedzenia zaczął wymiotować krwią! Okazało się, że moje brodawki są już tak popękane, a Synek tak głodny, że zamienił się w wampirka i pił moją krew. Był głodny, a ja nie wiedziałam co robić i byłam przerażona i wściekła - na siebie. Jak mogłam tego nie zauważyć?! Na szczęście druga pierś była mniej zdewastowana. Jednak wtedy podjęłam decyzję, że laktator MUSI pojawić się w moim domu.

    Akt 5 - Laktator
    Kupiłam niedrogi, manualny i przy moich potrzebach zdał egzamin. Nie powiem, że jego użytkowanie należy do najprzyjemniejszych, ale na pewno będę mieć po nim silne mięśnie nadgarstków, a to już jakiś plus :)
    Kilka dni spokojnego karmienia z butelki, sprawiły, że moje piersi wróciły do "żywych".

    Akt 6 - A jednak może być przyjemnie
    Tak. Po tych wszystkich przejściach, z których każde było dla mnie niemal końcem świata, doszliśmy do momentu, który na szczęście trwa już od dłuższego czasu. Karmienie piersią nareszcie stało się dla nas obojga przyjemnością. Minął ból, płacz i lęk o mój największy Skarb. Każde karmienie, to dla nas szczególna chwila, gdy jesteśmy ważni tylko my. A jego uśmiech, kiedy już się naje jest dla mnie najpiękniejszą nagrodą. Rezygnuję z tego tylko czasem, kiedy muszę wyjść na dłużej, albo się wyspać :)
    I mam nadzieję, że pozostanie tak jak najdłużej.

    Ciąg dalszy nastąpi...

    OdpowiedzUsuń
  42. Mama Kangurzyca8 listopada 2017 21:16

    Hej!
    Moja historia z karmieniem zaczęła się w zasadzie wczoraj. Jestem w 22tyg. ciąży i wczoraj zaczęłam się zastanawiać nad tym (chyba ) trudnym wyzwaniem po porodzie.
    Napisałam, że historia się już zaczęła, ponieważ rozmawiałam ze swoją siostrą, która uświadomiła mi że już teraz muszę zacząć masować piersi, żeby te wszystkie kanaliki powstały. Obie z siostrą jesteśmy po nowotworach piersi. Ja miałam już dwa zabiegi usuwania guzków, siostra jeden ale wie, że drugi zbieg czeka na nią jak wyrok. Moja siostra, ma już dwójkę dzieci ( córka 1rok i 8miesięcy oraz syn lada chwila zawita na świat bo właśnie się zaczęło!).
    Kiedy urodziła się Basia widziałam jak siostra się męczy, i martwi dniami i nocami, że jej córka mało je. Nie raz z płaczem próbowała odciągnąć pokarm ręcznym laktatorem, niestety z mizernym skutkiem. Basia szybko nauczyła się pić z butelki. Teraz przyszła pora na drugie podejście karmienia piersią. Widzę, że siostra znów dużo myśli na ten temat ale stara się nie stresować, żeby nie zaszkodzić.
    Nie chcę czytać żadnych mądrych książek i martwić się że coś idzie nie tak jak opisali. Być może zabiegi usuwania guzków utrudnią cały proces. Życie pokaże jak potoczy się u mnie. Mam nadzieję że damy radę – i ja i Maleństwo.

    OdpowiedzUsuń
  43. Jestem mama 2 letniego Szymka nasza przygoda z karmieniem byla jednym z najpiekniejszych doswiadczen w moim zyciu, trwala az 19 miesiecy, ale moze zaczne od poczatku. Po urodzeniu synka karmienie wydawalobyc sie oczywiste i latwe , przystawiam do piersi i dziecko je, ale okazalo duzym wyzwaniem. W szpitalu podjelam pierwsze proby i myslalam ze robie to dobrze bo maly ssal. Gdy wrocilismy do domu pojawily sie pierwsze problemy,ogromny nawal pokarmu w 4 dobie bo cesarskim cieciu , bol szytej rany, poranione brodawki do krwi i bol ogromny piersi podczas karmienia. Plakalam przy kazdym karmieniu synka ale wiedzialam ze nie moge zrezygnowac ze chce karmic. Trwalo to miesiac i nagle zdalam sobie sprawe ze ten bol minal, ze z kazdym karmieniem bylo lepiej. Az do momentu zapalenia jednej piersi, placz, bol wrocil ale nie na dlugo bo i z tym dalam rade. Karmiac synka 19 miesiecy bylam szczesliwa ze moge mu dac to co najepsze, ze moge go tulic do piersi. Kochalam to robic. decyzja o odstawieniu nie byla latwa, w sumie synek mi pomogl ja podjac bo sam juz powoli sie odstawial. Do dzis pamietam ostatnie karmienie i lezka sie w oku kreci:)Za cztery miesiace poraz drugi zostane mama , mam nadzieje, ze znow bedzie mi dane przezyc kolejna mleczna przygode z drugim synkiem juz nie moge sie doczekac:))
    Marzena Hobot

    OdpowiedzUsuń
  44. Gdy syneczka mego w brzuszku nosiłam,
    o karmieniu piersią po porodzie marzyłam.
    Dzielnie się przygotowywałam,
    książki czytałam, wiedzę poszerzałam,
    kremy, nakładki, laktatory wybierałam,
    na zakupy chadzałam,
    nowe biustonosze tonami przynosiłam,
    o biuście a'la Pamela śniłam.

    Gdy syneczka na brzuchu mi położyli,
    i do piersi przystawili,
    marzenie moje o karmieniu się spełniło,
    koktajlem miłości brzuszek maluszka napełniło.

    Gdy syneczku mój na świecie się pojawiłeś,
    świat nasz do góry nogami wywróciłeś.
    Oko jedno otworzyłeś i do piersi mej się przyssałeś,
    wiem, że tak bardzo nowości się bałeś,
    a pierść moja dała Ci ukojenie,
    ze światem zaznajomienie.

    Karmienie piersią to nie lada wyzwanie,
    gdy maluszek czeka na śniadanie,
    a ssać nie umie...
    Czasem ze złości płakałeś,
    a czasem ja płakałam skrycie,
    lecz kocham Cię nad życie,
    a miłość wszystko zwycięży...

    Trud w ciągłe przystawianie włożyliśmy,
    dzielnie się "karmiliśmy".
    Mama syneczka na kolana brała,
    pierś "w kanapkę" składała,
    buzię synka w rekinka układała
    i do niego ciągle gadała,
    Wiele czasu to wymagało,
    Brittannic'ę by sie przeczytało.
    Na szczęście maluszek wreszcie zrozumiał,
    na czym ssanie polega.
    Teraz to cycusia najlepszy kolega.

    Mimo trudności wielu,
    mama szczęściem tryska,
    wie,że daje co najlepsze dla swojego tygryska.

    Już się z tych trudności śmiejemy,
    z radością cycusiujemy.
    Kocham gdy uśmiechasz się do mnie z wdziękiem,
    z miną głodomora,
    wtedy wiem, że to na cycusia pora.

    Lubię ciepło twego ciała,
    oczu twych błysk,
    łapek przytulenie,
    gdy od jedzenia się odrywasz
    oczko mi puszczasz,
    i do picia znowu sie wyrywasz.

    Dziękuję Ci, że jestem dla Ciebie najważniejsza,
    że piersi moje jedne z wielu,
    nie największe, nie najpiękniejsze,
    a jednak idealne, nie zamienialne.
    Dziękuję za ciepło twego ciała,
    oczu twoich błysk, łapek przytulenie,
    gdy delikatnie pierś mą ściskasz magiczny płyn się pojawia,
    śniadanie, derser, obiad i kolacja się zjawia,
    mleczny eliksir, nektar bogów, szczęście do jedzenia,
    pijesz i zapadasz w krainę śnienia.
    Czy to w lesie, czy to w parku, czy na kolorowym jarmarku,
    wszędzie piknik swój rozpoczynamy, bar mleczny otwieramy.

    Synek coraz starszy się robi,
    lecz mama nie schodzi z mlecznej drogi.
    Wie, że nie ma nic cenniejszego,
    niż mleczko z cycusia maminego.
    Choć rozszerzanie diety to nie przelewka,
    z czasem mleko przegoni marchewka,
    i na rozstanie z piersią przyjdzie pora,
    to mama i tak zawsze ukocha swego głodomora,
    bo na bliskość nigdy nie minie pora!

    Agnieszka Kuś

    OdpowiedzUsuń
  45. Witam,
    co prawda mamą jeszcze nie jestem, ale już niedługo. Razem z mężem oczekujemy dwójki wspaniałych bliźniaków. Nie ukrywam, że droga jaką przeszliśmy, aby nasze maleństwa się pojawiły, była długa i ciężka. Do porodu jeszcze trochę czasu, ale mamy nadzieję, że przez to co przeszliśmy wcześniej teraz wszystko do końca pójdzie już dobrze, a my będziemy mogli w końcu wyściskać nasze skarby. Ja ze swojej strony chciałabym im dać wszystko to co najlepsze. Wiem, że karmienie bliźniąt piersią nie jest wcale sprawą prostą, ale wiem że jest to możliwe! Nie wiem czy mi się to w ogóle uda, nie wiem czy będę miała pokarm, nie wiem na jak długo go starczy. Jak to matka, która oczekuje pierwszego dziecka jestem pełna obaw, a do tego tutaj jest dwójka, więc obawy są podwójne! Wyobrażam sobie jak to może w ogóle wyglądać czy będą karmione jednocześnie czy pojedynczo. Jak na razie ciągły mętlik w głowie. Mleko matki jest dużo lepsze od mleka modyfikowanego, mimo iż teoretycznie wszyscy zapewniają nas,że tak nie jest. Niestety, mleko modyfikowane nigdy nie zastąpi mleka matki! Może mieć podobny skład, ale to nigdy nie będzie to samo. W swoim otoczeniu mam przykład dzieci karmionych mlekiem matki i mlekiem modyfikowanym. Dzieci karmione przez matkę są spokojniejsze, mają większą odporność, a więź jaka pojawia się pomiędzy dzieckiem, a matką w tym momencie jest nie do opisania. Czas karmienia bliźniąt wydłuża się dwukrotnie i choćbym miała leżeć cały dzień i na zmianę przystawiać jedno i drugie postaram się to dla nich zrobić. Nie poddam się! Oczywiście nie wykluczam karmienia mlekiem modyfikowany jeżeli zajdzie taka potrzeba. Jednak priorytetem jest dla mnie przekazanie moim dzieciom najcenniejszej rzeczy jaką im na samym początku mogę dać.
    Pozdrawiam
    Małgosia Kozłowska

    OdpowiedzUsuń
  46. Jestem mamą 4-letniej Dziewczynki, a za około trzy tygodnie pojawi się Synek na świecie.

    Córkę karmiłam trzy miesiące i czasem pojawia się myśl, że się poddałam, nie zawalczyłam o mleczną drogę dłużej. Gdy córeczka się urodziła zabrali ją od razu z powodu wyziębienia i zobaczyłyśmy się dopiero na sali szpitalnej. Od razu próbowałam ją przystawić do piersi, ale wtedy wydawało mi się,że nie potrafię. Pojawiły się problemy z brodawkami, córcia nie potrafiła chwycić ssać odpowiednio. Pamiętam taką noc w szpitalu po porodzie, gdy płakała od 22 do 6 z przerwami ( i ja razem z Nią), nie potrafiłam jej nakarmić. Położna przyniosła mi tylko szklaną buteleczkę z wodą i kazała nakarmić. Maja zaczęła się krztusić wodą, a ja byłam wtedy bardziej jeszcze przerażona. Inna Pani Położna zaproponowała silikonowe nakładki, które były dość uciążliwe na początku, ale dzięki nim w ogóle mogłam karmić i to była ogromna pomoc dla nas. Pojawiła się wtedy jakby ulga.. Niestety po jakimś czasie powrotu do domu zaczęło się dokarmianie mlekiem modyfikowanym, pojawiała się wysypka, było gorąco, Maja chciała pić, a przy piersi od razu zasypiała. Myślę, że wtedy zaczęłąm się poddawać, laktacja spadała z czasem gdy wprowadzone zostało mm. Żałuję, że nie byłam silniejsza... Ale tak wyszło.
    Teraz po czasie , przemyśleniach i czytaniu mądrych blogów, historii innych Dziewczyn oraz porad doradców laktacyjnych wierzę, że zbudowałam w sobie siłę do poznania tej mlecznej drogi po raz wtóry i wierzę, żę tym razem dam sobie i Maleństwu więcej czasu na rozkręcenie laktacji. Jeżeli nie będzie przeciwwskazań medycznych do karmienia piersią, a wskazań do mm chcę dać sobie szansę. jestem bardziej świadomą siebie kobietą ( między dziećmi będzie 4 lata różnicy, mam 26 lat).
    Teraz wiem, że to nie jest żadna niczyja wina, że te trzy miesiące karmienia piersią Córki także zbudowały w Niej odporność. Trzeba widzieć szklankę do połowy pełną,a wszystko się ułoży. Do takich jednak przemyśleń doszłam po jakimś czasie:) Pozdrawiam serdecznie i życzę każdej Mamie w podobnej sytuacji dużo siły i pozytywnego nastawienia do KP:)
    Joanna Rogozinska

    OdpowiedzUsuń
  47. Po urodzeniu drugiego synka, to właśnie laktator wspierał mnie w walce o możliwość karmienia piersią i wspólnymi siłami - udało się ;) ale zacznijmy od początku...
    Kwiecień 2016 - rodzi się mój pierwszy synek, po długiej walce i cesarce, następuje moment, o którym marzyłam odkąd tylko pamiętam - przystawienie do piersi MOJEGO dziecka! Tak! Pamiętam to, jakby było wczoraj, w mgnieniu oka znika cały ból pooperacyjny, stres i zmęczenie, liczy się tylko to, że ON jest tak blisko ze mną, że mnie potrzebuje. A duet tworzyliśmy idealny i żadne smoczki i butelki nie były nam potrzebne do szczęścia:) aż tu nagle nastaje zima, synek ma 7 miesięcy i niespodziewanie dowiadujemy się, że będzie miał rodzeństwo. Pierwsza myśl - przerażenie, jak to? Przecież on jest jeszcze taki mały, tak potrzebuje mnie na wyłączność. I wiecie co? Byłam dzielna. Tak to dzisiaj widzę, siedząc z drugim, trzymiesięcznym synkiem przy piersi;)
    starszego odstawiłam z wielkim bólem, będąc w 4 miesiącu ciąży (miał 9 miesecy), ale nie dawałam już rady, musiałam mieć siły też dla tego drugiego i dla samej siebie.
    23 lipca 2017 - przychodzi na świat drugi synek, malutki, nawet 3 kg nie miał. Kolejna cesarka, pierwsza doba bez malucha przy sobie, pokarmu brak, całkowite załamanie :( ale trzeba walczyć o te chwile, które przeżyłam z pierwszym synkiem. No to zaczynamy: przystawienie do piersi, dokarmianie, laktator... i tak w kółko przez 2 tygodnie, ALE było WARTO! Synek podwoił wagę po niecałych 3 miesiącach, a żywię go tylko ja, swoim mlekiem, które sami wspólnie wypracowaliśmy, no i niech będzie... też z laktatorem :) dlatego podtrzymuję to, co napisałam na początku, laktatora nie można się bać, z laktatorem trzeba się zaprzyjaźnić:) Póki co, karmienie samo się napędza i końca nie widać, ale jakby tak czasem odciągnąć pokarm, zostawić dzieci z mężem i wyjść samej na zakupy i odetchnąć? Czemu nie? Myślę, że zasłużyłam;)
    Paulina Romanowicz

    OdpowiedzUsuń
  48. Joanna Szwedowska9 listopada 2017 15:50

    Kiedy zaszłam w pierwszą ciążę miałam 3 priorytety - nosić w chuście, wielopieluchować i karmić piersią... Wszystko to wydawało mi się tak oczywiste, że nie brałam pod uwagę porażki. Uzbrojona w arsenał wkładek laktacyjnych (które samodzielnie szyłam wieczorami), w muszle laktacyjne (aby nie uronić ani kropelki cudownego daru), czekałam na wielkie bum! Po porodzie, jednak szybko okazało się, że "bum" będzie, ale nie do końca takie jakie bym sobie wyobraziła... Szpital? To z pewnością jego atmosfera nie pozwala mi się wyluzować, a po powrocie do domu będzie wielkie laktacyjne "bum"!!! Nie było... Był za to płacz - mój i głodnego dziecka, naprzemienny z warkotem wypożyczonego kombajna do ściągania mleka. I tak przez cały dzień... Dzień po dniu. W aptece kupiłam wszystkie możliwe herbatki na laktację, piłam bawarkę (bo babcia kazała), której nie cierpię, piłam napar z łuski kakowca, hektolitry wody, w przerwach jedząc chałwę (podobno poprawia kalorykę mleka)... Mimo to mleko nie zaczęło mi tryskać z piersi tak jak sobie to wyobrażałam. Cycowałyśmy niemal na okrągło, mała się nieco wyciszyła, sytuacja nie była już tak nerwowa. Któregoś dnia zauważyłam, że córce jakby ropieje oczko. Koleżanka poradziła, by przemyć własnym mlekiem. Wybuchnęłam gorzkim płaczem! Skąd mam niby to mleko wziąć? Ledwo wystarcza by zadowolić dziecko, w laktatorze niemal susza... To był policzek... Drugi dostałam w ośrodku zdrowia - "Pani córka zbyt mało przybiera na wadze! Czym Pani karmi?" Jak to czym? Mlekiem, każdą jedną kropelką, którą jestem w stanie wyprodukować... Zalecono mi dokarmianie. Zgodziłam się... Nie potrafiłam jednak podać małej butelki. Karmił ją mąż, a ja w tym czasie zamknięta w łazience płakałam w ręcznik. Nie poddawałam się jednak i wciąż piłam, jadłam różne specyfiki, odciągałam puste piersi... Ale w lustro nie potrafiłam spojrzeć. W sklepie kupując mleko modyfikowane miałam łzy w oczach, widząc słodkie sceny z karmiącymi matkami płakałam. Na jednej z wizyt szczepiennych w ośrodku zdrowia, Pani Doktor poprosiła mnie na rozmowę. Nie wiem co mnie zdradziło? Ale w gabinecie usłyszałam, że "to czego to dziecko potrzebuje, a czego za chwilę może mu zabraknąć to nie mleko z piersi, ale zdrowa mama!" Miałam depresję. Dostałam zalecenie codziennej kontroli wagi u dziecka, a prawdziwym powodem była rozmawia z Panią Doktor. Każdego dnia tłumaczyła mi jak dobrą jestem mamą, że nie ma znaczenia czym karmię swoje dziecko, ale to jakim jestem człowiekiem. Mimo, to wciąż walczyłam o laktację... I tak powoli, porcja po porcji zmniejszała się ilość podawanych butelek, na rzecz mojej piersi. Zaczęłam się więcej uśmiechać, czerpać radość z karmienia, nawet jak po nim musiałam podać sztuczny pokarm. Dotarłyśmy do chwili kiedy została nam jedna butelka na dobę, a mi udawało się odciągać potrzebne porcje by w tej butelce podać! Teraz jestem w drugiej ciąży i trochę boję się jak będzie z karmieniem... Wiem, że znów zrobię wszystko, ale wiem też że bycie mamą to nie tylko cycki i ich zawartość. To przede wszystkim miłość, wspólne chwile, którymi trzeba się cieszyć bo bardzo szybko uciekają.

    OdpowiedzUsuń
  49. W pierwszej dobie życia mojego Maluszka, kiedy jeszcze dobrze siebie nie znaliśmy, kiedy dopiero uczyliśmy się prawidłowego karmienia piersią i jedzenia, zostałam poddana ogromnie stresującej próbie. Lekarze bez uprzedzenia zabrali Synka do inkubatora, do zupełnie innej sali... Zostałam z mnóstwem pytań, zestresowana, zapłakana... Nie będę się rozwijać, bo to trudny temat. Pisząc te słowa, karmię swojego 15-miesięcznego Synka. Leży blisko mnie, mocno wtulony, drzemający, delikatnie "ciumkając" swego mlecznego przyjaciela :) Takie chwile udowadniają mi, że warto było walczyć o każdą kropelkę mleka, o każdy kolejny dzień karmienia, o tę bliskość... Jestem dumną posiadaczką starszej wersji laktatora Lovi - gdybym go nie miała w szpitalu, z pewnością poddałabym się w tych trudnych chwilach. Jeśli udałoby mi się wygrać jego nową (i jakże piękną!) wersję, to z pewnością chciałabym go sprezentować mokek6siosttze, która wkrótce zostanie mamą. Jest bardzo przejęta nową rolą, marzy o karmieniu piersią tak długo jak ja, więc chciałabym jej to ulatwic:) Posiadanie porządnego laktatora, przed narodzinami dIecka) dziecka, sprawia, że czuje się swego rodzaju komfort psychiczny. Jest też czas, aby się z takim sprzętem dobrze zapoznać. Pozdrawiam wzsystkie karmiące mamy, a także te które dzielnie walczyły! :)

    OdpowiedzUsuń
  50. Dokładnie rok temu dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Od temtego czasu kolejne miesiące starałam się zdrowo odżywiać i dużo ruszać, by nie zaszkodzić mojemu maleństwu, a sobie pomóc lepiej znieść poród. Zgłębiałam wiedzę zaczytując się w czasopismach dla mam, forach czy blogach internetowych. Chciałam oswoić strach związany z porodem i pierwszymi chwilami mojej córeczki na świecie. Od samego początku byłam nastawiona na karmienie piersią. Tyle się nasłuchałam, że jest to naturalna sprawa, że dziecko jest tak "zaprogramowane", jednym słowem - łatwizna. Nastawiona byłam również na poród naturalny, lecz nie było mi dane urodzić córki siłami i drogami natury. Po 20 godzinach skurczy Ola przyszła na świat poprzez cesarskie cięcie. Moja mała "cesarzowa" była bardzo spokojnym dzieckiem. Prawie cały czas spała, razem z mężem bardzo się cieszyliśmy, że trafił nam się mały aniołek. Mała nie potrafiła uchwicić brodawki, więc każde przystawianie było i dla niej i dla mnie nie lada wyzwaniem. Wyszłyśmy do domu na trzecią dobę po operacji. Mała większość czasu przesypiała, jej karmienie nie zajmowało więcej niż 10 minut, a kończyło się snem. Pierwszej nocy Ola nie obudziła się ani razu do karmienia. Na drugi dzień położna na wizycie patronażowej zauważyła, że mała przechodzi żółtaczke, kazała budzić i dokarmiać butelką, gdyż mam niechwytne brodawki i dziecko sie nie najada. Byłam zrozpaczona. W ruch poszedł laktator. Nie miałam, aż tyle pokarmu by karmić wyłącznie swoim mlekiem. Walczyłam o każdą kroplę dla swojego maleństwa. Próby przystawiania do piersi kończyły sie fiaskiem. Mąż kupił w aptece specjalne nakładki na piersi, które nie zostały zaakceptowane przez maleńką i pięć kolejnych dni Ola była po części karmiona moim mlekiem i dokarmiana mieszanką. Dopiero po zakupie nakładek firmy Lovi na dobre rozpoczęłyśmy swoją mleczną drogę, która jest wspaniałą przygodą już 4 miesiące. Nie obyło się niestety bez poranionych brodawek, zatkanych kanalików mlecznych czy kryzysu laktacyjnego. Pomimo wszystkich niedogodności warto było zawalczyć o te piękne chwile karmienia piersią, które nie dla każdej kobiety są łatwe i naturalne.

    OdpowiedzUsuń
  51. Gdy tylko dowiedziałam się, że jestem w ciąży, od razu wiedziałam, że chcę karmić synka piersią. Niestety po porodzie nie było to takie kolorowe jak czytałam w gazetkach dla rodziców. Od pierwszego przystawienia musiałam Huberta karmić przez kapturki. Początek był ciężki, zarówno siary jak i później pokarmu było mało, synek się nie najadał i ciągle z tego powodu płakał a mnie mimo osłonek strasznie bolały sutki, miałam wtedy chwilę, że myślałam, czas na mm. Gdy w ostatniej dobie naszego pobytu zauważyłam, że pokarmu jest więcej ucieszyło mnie to "w końcu naje się tylko moim pokarmem", no tak ale ból sutków, gdy tylko zaczął ssać był straszny. Dopiero jedna z położnych zainteresowała się moimi pytaniami odnośnie bólu przy kapturkach i zauważyła, że te które polecono mi przy pierwszym dniu są za małe. I po zmianie rozmiaru byliśmy z synkiem szczęśliwi, on się najadał mnie zaś nic nie bolało. Ale to był początek przygód, w domu nie raz kapturki doprowadzają mnie do szału, cała procedura mycia, wyparzania no i nakładania przed każdym karmieniem, co wydłuża czas zanim przystawię synka do piersi, gdy ten sie niecierpliwi, za każdym razem tłumaczę sobie ze przygotowanie mm trwałoby tyle samo albo i dłużej, a tak maluszek ma to co najlepsze. Oczywiście nie raz jestem cała oblana zawartością, którą synek sobie nazbiera robiąc sobie smoczek z piersi ale za te uśmieszki jestem w stanie to zaakceptować;) nie raz próbowałam, ściągać pokarm by karmić butelką, ale cały proces by ściągać mleko z piersi zajmował tyle czasu, że nie miałam "chwili odprężenia" między drzemkami synka co jeszcze bardziej doprowadza mnie do złości więc ręczny laktator nie jest największym przyjacielem, a jedynie koniecznością gdy na prawdę trzeba odciągnąć mleczko. Nasza droga z karmieniem dopiero się rozpoczęła ale na dziś dzień wiem, że mimo tych "niedogodności" nie skończymy jej za szybko, chcę dla Huberta tego co najlepsze więc mu to daję, a karmienia nawet przez kapturki są chwilami tylko dla nas;)

    OdpowiedzUsuń
  52. Ach... Piersią karmienie to moja zmora która przerodziła się w najcudowniejsza chwile!! Obecnie niemalże odlatuje z radości i miłości która mnie rozsadza, gdy patrzę na córeczkę ciumkającą "cyca"... ale bywało różnie... a zaczęło się brakiem akcji pogodowe, zero jak to powiedziała lekarka -zero gotowości ciała do porodu... a przecież było już po terminie.... potem już tylko gorzej... zielone wody płodowe, problem ze znieczuleniem przy cesarce ( próbowali się wkuć 3 razy) i zero mleka przez 4-5 dób! A córcia ciągle głodna i ggłodna. .. pielęgniarki przychodziły oglądały piersi ( a i naciągane różnymi sposobami )
    I kurcze zamiast mnie podbudować - dołowaly " uuuuu jakie Pani ma brodawki! Nic z tego nie będzie bo Wałęsie, płaskie i nijak nie chcą chwile nawet wytrwac w naciagnieciu, niech Pani dziecka nie glodzi" i takie tam. Potem doszło zakażenie rany po cesarce i jakaś bakteria u małej... wreszcie gdy wróciliśmy do domu mogłam się zabrać za poszukiwanie metod by pobudzić laktacje. Nie poddalam się. Tak się na tym zafiksowalam ze na przemian spędziłam noce i dnie na karmienie i odciążenie. TU medal dla mezusia mojego który dzielnie polewal kapturki mlekiem żeby nauczyć małą odruchu ssania. Potem wchodzila w akcje butelka, a ja dzielnie mini sprzętem odciągnąć próbowałam choć kilka kropli :-) początkowo miałam pożyczony laktator taki jakby tlokowy ale w zupełności ten model się nie sprawdził. Przerzucilam się zatem na taką trąbka z końcówka jak gruszka
    Haha :-) i to była zabawa. W efekcie coś zaczęło. Się szczycie ku mojej wielkiej uciesze. Potem uratowała mnie polozna moja cudowna - po życzyła mi laktator LoVI... i tu zaczyna się bajka.... po dwóch tygodniach starań wreszcie pojawiło się miłego w większej ilości! !!! Córeczką zaczęła łapać piers juz bez kapturkow i mogła już coś sobie zjeść a ja mogłam się cieszyć tymi chwilami. Po ok półtora miesiącu mogłam się karmić Hanusia juz bez dokarmiania. I do dziś te chwile to moje najszczesliwsze momenty dnia!! I wiem ze przy kolejnym szczęściu będę walczyć o to karmie ie równie dlugo. A gdy zajdzie potrzeba i dłużej. I wiem ze pierwszym przyjacielem w tej przygodzie będzie LOVi - laktator -maluszek by dzidziuś miał pelny brzuszek :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam za byki ale mój telefon płata słowne figle a nie miałam jak edytować 😢

      Usuń
  53. Życie mojego synka w trakcie porodu było zagrożone, wszystko działo się bardzo szybko. Po cesarce zabrali go i nie przynosili kilka godzin, zapewniali, że wszystko jest w porządku, że synek śpi, a mi łzy płynęły ciurkiem całą cesarkę i na sali pooperacyjnej jedyne czego pragnęłam to mieć go przy sobie przytulać i karmić piersią, bardzo się bałam, również o to,że synek odtrąci pierś zwłaszcza, że miałam całkowicie płaskie sutki i wiedziałam, że nie będzie nam lekko nauczyć się siebie na wzajem.
    Synka w końcu przynieśli mi po kilku godzinach. Od razu przytulałam go i pragnęłam karmić, bałam się że po cesarskim cięciu okaże się, że nie mam pokarmu ale na szczęście tak się nie stało. Tak bardzo pragnęłam karmić, po znieczuleniu dokręgowym musiałam leżeć płasko nie podnosząc głowy co powodowało że karmienie nie było łatwe, synusia pomógł mi przystawiać do piersi mąż. Synek był bardzo dzielny i cierpliwy. Mimo że nie mógł uchwycić cyca próbował dzielnie, nawet pielęgniarki ze zdumieniem go podziwiały że tak świetnie daje sobie radę z tak trudnym wyzwaniem. Po kilku dniach wspólnej pracy udało się, brodawki wyciągnęły się do karmienia i już nie stanowiły takiego problemu jak przy pierwszych karmieniach udało nam się pokonać trudności, w domu po pierwszych dobach zaczęły się duże nawały pokarmu, wysoka gorączka i dreszcze, chyba za mało odciągałam pokarmu, żeby poczuć ulgę i to spowodowało silne zapalenie, nie miałam siły zajmować się maleństwem, było mi zimno i słabo. Miałam ręczny laktator którym próbowałam sobie pomóc, w opiece nad maleństwem pomagała mi kochana babcia ponieważ mąż pracował daleko i nie mógł być przy mnie gdy tego potrzebowałam,ale udało się pokonać gorączkę zapalenie piersi i bolesność byłam szczęśliwa nabrałam sił i mogłam swobodnie skoncentrować się na moim kochanym synku. Szczęśliwie karmić udało mi się krótko do momentu gdy w jednej z piersi coraz gwałtowniej zaczęło słabnąć mleczko, synek bardzo się denerwował gdy próbowałam mu podawać tą pierś, chciał jeść tylko z pełnej piersi w której było mnóstwo mleczka, a z tej słabszej nie, prężył się i płakał. Z każdym karmieniem starałam się sobie pomagać laktatorem ale niestety mleczko nie chciało już lecieć. Lewa pierś była duża i pełna, a prawa mała. Miałam z tego powodu ogromne kompleksy zwłaszcza przed mężem, dysproporcja między piersiami była bardzo duża, mąż oczywiście nie miał z tym problemu ale ja czułam się bardzo nie komfortowo,różnica była widoczna nawet w bluzkach już nie mówiąc o widoku w samej bieliźnie czy bez, lecz z miłości do chwil wspólnego karmienia nie odpuszczałam karmiłam jedną piersią kolejnych kilka miesięcy, aż synek skończył 13 miesięcy. To dla mnie najcudowniejszy czas. Po powrocie do pracy zostałam skierowana na szkolenie 2 miesiące kilkaset kilometrów od domu, mogłam odmówić wyjazdu, lecz ten wyjazd to duża szansa, dotychczas zarabiałam bardzo małe pieniążki, a ten wyjazd pozwolił na pierwszą podwyżkę która była ważna dla mnie i dla mojej rodziny. Zdecydowałam się na tą rozłąkę, musiałam zakończyć naszą cudowną przygodę z karmieniem nauczyć synka pić mleczko z butelki i nauczyć się rozłąki, synek też ciężko to znosił ale był pod opieką tatusia i troskliwej i pomocnej babci. Co tydzień przyjeżdżałam do domu na weekendy, każdej niedzieli przy wyjeździe były łzy i cały tydzień tęsknoty i tak całe długie dwa miesiące. Ale daliśmy radę: przeszczęśliwa wróciłam do domu na dobre do męża i do synka. Niebawem kolejne maleństwo zawita w naszym domku, już nie mogę doczekać się tych wspólnych chwil bliskości tym razem będę walczyć o karmienie z obu piersibi będę tego bardzo pilnować nie wyobrażam sobie nie karmić i mam nadzieję że się nie rozczaruje, może uda mi się tym razem urodzić siłami natury ale najważniejsze zdrowie maleństwa nie to jak urodzę. Nie znan płci naszej małej perełeczki,czekamy z niecierpliwością na wspólne spotkanie, nie mogę się doczekać.
    Laktator elektryczny na pewno ułatwił by nam pracę nad laktacją, która jest dla nas taka ważna po cichutku licznymy że nam się uda go zdobyć

    OdpowiedzUsuń
  54. Jestem w 6 miesiącu ciąży, spodziewamy się z mężem synka:) To nasze pierwsze dziecko. Dlatego pełni jesteśmy obaw i niewiadomych. Ciążą była zagrożona, przez pierwsze miesiące praktycznie nie wychodziłam z domu tylko leżałam. Teraz jest już lepiej, maluszek rozwija się prawidłowo:)
    Marzę o tym aby móc karmić synka piersią, chciałabym dac mu to co najlepsze. Bardzo często siedzę i wyobrażam sobie te chwile kiedy synek będzie tulił się do mojej piersi i pił mleczko. Dzięki temu mozna nawiązać z dzieckiem niesamowitą więź, której nie osiągnie się w żaden inny sposób. Jestem jednak pełna obaw czy mi się uda, czy nie będę miała problemów. Czytałam kilka historii mam, które przez łzy musiały walczyc o to aby móc karmić i sama chciałabym zrobić wszystko aby móc spełnić się jako mamusia w 100%. Moje obawy spotęgowane są również tym, iż mój poród ze względów zdrowotnych musi odbyć się metodą cesarskiego cięcia i boję się, że będzie mi trudniej pobudzić laktację. Do tego mam niewielkie piersi z małymi sutkami. Obaw jest naprawdę wiele. Wiem, że laktator moze być zbawienny w pobudzaniu laktacji i marzę właśnie o tym modelu, tylko względy finansowe niestety mnie ograniczają, dlatego postanowiłam spróbować wziąć udział w konkursie. a nuż do mnie uśmiechnie się szczęscie i będę mogła iść do porodu troszkę spokojniejsza bo w torbie będzie czekał na mnie wymarzony laktator, który w razie trudności przyjdzie z pomocą dla mnie i mojego ukochanego synusia:)
    Ewelina Lewkowicz

    OdpowiedzUsuń
  55. Witam, mam na imię Kasia i od kilku miesięcy jestem mamą Lilki... Ale od początku. Lekarz do, którego chodziłam stwierdził, że mogę mięć problem z zajściem w ciążę lub w ogóle nie będę mieć dzieci :( wina policystycznych jajników, dlatego zaraz po ślubie razem z mężem postanowiliśmy starać się o dziecko. Po dwóch miesiąc się udało więc wielka radość i oczekiwanie do czasu, aż wyniki z cytomegalii wyszły źle. Znowu stres i chodzenie po lekarzach, na całe szczęście wszystkie kolejne badania wyszły dobrze i znowu mogliśmy wrócić do radości i oczekiwania na maleństwo. Do porodu przygotowywaliśmy się w szkole rodzenia, przerabialiśmy poród naturalny i karmienie piersią. Moje nastawienie było takie, że nie wyobrażam sobie cesarskiego cięcia, chcę urodzić naturalnie, przeżyć i wiedzieć jak to jest, po prostu spełnić się jako kobieta. Jeśli chodzi o karmienie piersią to myślałam sobie, że to będzie łatwe. Mam duży biust więc pewnie będę miała dużo pokarmu i nie będzie problemu z karmieniem, a poza tym zawsze sobie wyobrażam jakie to będzie cudowne jak sama będę mogła wykarmić swoje dziecko. No i kolejne rozczarowanie miesiąc przez planowanym terminem córcia wykręciła mi numer i ułożyła się w pozycji pośladkowej... Najpierw kombinowałam i zastanawiałam się czy nie rodzić pośladkowo, blisko mojego miejsca zamieszkania jest szpital, gdzie taki poród jest możliwy. Po długich rozmowach z moim lekarzem prowadzącym podjęłam decyzję, że nie będę ryzykować zdrowia i życia swojego dziecka po to, aby spełnić swoje ambicje. I tak 16 czerwca przez cc przyszła na świat Nasza kochana córeczka Lilka. W szpitalu przystawili mi ją do piersi, ale od razu pojawił się problem, mam płaskie brodawki po za tym córcia jest malutka i ma problem ze złapaniem piersi więc w ruch idą kapturki. Lilka ciągnie i ciągnie, a mnie boli, że nie umiem wytrzymać. Na dodatek boję się, że nie mam pokarmu, że Lila będzie głodna, że zaśnie i się już nie obudzi. W końcu odsuwam ją od siebie i idę z płaczem po mm mając w głowie, że robię jej krzywdę,że najlepszy dla dziecka jest pokarm matki. Na następny dzień wyszłyśmy ze szpitala i przyjechała do nas położna. Przy niej pierwszy raz odciągnęłam 40ml pokarmu, który mogłam podać córce. Jaka była dumna z tego powodu :). W związku z tym, że Lilka była bardzo malutka jak się urodziła położna kazała odciągać co 3 godziny pokarm po to, żeby wiedzieć ile mała zjada. Przez miesiąc dzień i noc odciągałam i widziałam, że mam pokarm i jestem w stanie wykarmić córcię, ale ja chciałam karmić piersią, dlatego podejmowałam próby, które długo kończyły się niepowodzeniem. W końcu się udało, ale przez kapturek. Myślałam sobie to nic, może kiedyś się uda, że będę karmić samą piersią bez nakładek i innych akcesoriów, ważne, że nie podaję jej mm. W między czasie wyszło, że córka jest uczulona co spowodowało, że przeszłam na dietę, mogę nic nie jeść ważne żeby karmić piersią. I tak karmiłyśmy się do niedawna bo, dwa tygodnie temu lekarka stwierdziła, że Lila za mało przybiera i musimy ją dokarmiać mm. Szok i złość, że jednak mam za mało pokarmu i że nie potrafię wykarmić swojego dziecka. Z ciężkim sercem i łzami w oczach podaję Lilce mleko modyfikowane tzn. najpierw pije mój pokarm, a potem mm. Czuje się jakbym podawała jej truciznę i strasznie to przeżywam. Staram się odciągać pokarm ile tylko mogę, aby zwiększyć laktację, ale mam laktator ręczny, którym na dłuższą metę ciężko jest pobudzać piersi do produkcji pokarmu. Mam nadzieję, że jeszcze mi się uda karmić tylko i wyłącznie piersią.

    OdpowiedzUsuń
  56. Wszystko jeszcze przede mną :) Rodzę na początku stycznia , ale już teraz wyobrażam sobie karmienie mojego synka - Leona Zawodowca ( czemu zawodowiec ? bo chował się do 22 tygodnia ciąży i pokaz się dopiero na kontrolnym USG ) . Bardzo ważny jest pierwszy kontakt skóra - skóra , zaraz po porodzie i sądzę że pierwsze karmienie też :) mimo że noworodek ma odruch ssania i pełzania w stronę piersi trochę się obawiam że mi ucieknie kiedy będę chciała go nakarmić :D Mam nadzieję że będę mogła bez większych problemów karmić piersią i będę karmić jak najdłużej ( sama byłam karmiona do prawie roku ) i przez to uważam się za szczęściarę . Karmienie piersią buduje też więź z dzieciątkiem i chcę mieć ją jak najlepszą . A także podobno przyspiesza chudnięcie :). Ciekawe są negatywne aspekty typu bolące piersi , ranki na sutkach itp - Mimo to uważam że moment kiedy dziecko ssie twój pokarm , będzie jednym z uczuć, którego nigdy się nie zapomina , które jest nowe zarówno przy pierwszym jak i przy 3 dziecku . Jedno z najwspanialszych uczuć na świecie . Uczuciem miłości do tego małego robaczka którego przez 9 miesięcy nosiło się pod sercem :)

    OdpowiedzUsuń
  57. Pewnego dnia kiedy już moja córeczka była na świecie pomimo to że jestem studentką postanowiłam dawać mojemu dziecku co najlepsze ,wiem że w moim mleku dla dzidziusia znajdują się wszystkie przeciwciała , które ochronią moje maleństwo od chorób. Postanowiłam karmić do roku i mam nadzieję że moja mała córeczka dzięki temu zawsze będzie zdrowa i okaże się że nie ma problemów ze zdrowiem. Wiele kobiet nie chce karmić ponieważ nie chcą być uwiazane do dziecka jednakże ja pomimo że studiuję i często jestem na uczelni i się uczę zawsze chciałam i chcę dać dziecku wszystko co jest najlepsze pomimo wszystkich niedogodności i kłopotów z figura , nie pozbyłam dziecka wszelkiej ochrony. Moja siostra karmila , moja mama również karmiła i wszyscy mówili że to jest najlepszy sposób aby dziecko dostało wszystko co najlepsze. Więc cieszę się z każdego uśmiechu mojego dziecka i ze dziecko nie je żadnej chemii jak mleko modyfikowane tylko naturalny pokarm. Osobiście wszystkim polecam karmienie piersią jest to naprawdę bardzo wygodne dla mamy i zdrowe dla dzidziusia i wiem że będzie mi kiedyś brakować mlecznej przygody, bo buduje niezwykłą więź między malenstwem a mamusią.A karmie piersia bo nie stać mnie jako studentke na kupowanie butelek i mleka wszystko jest takie drogie
    Nie stać mnie na marnowanie czasu gdyż w piersi mleko jest od zaraz ciepłe i gotowe.
    Stać mnie na wiele wyrzeczeń oraz na dobrą organizacje aby karmić córkę. Stać mnie również aby znaleźć na wszystko czas by córka dostała wszystko co najlepsze.

    OdpowiedzUsuń
  58. Urodziłam trójkę dzieci i żadnego z nich nie karmiłam piersią dłużej niż tydzień. W przypadku dwójki starszych przychodziła położna i mówiła, że dzieci płaczą, bo są głodne i konieczne mam podawać mm, a najmłodszy syn miał skazę białkową.

    Dziś patrzę jak moja córka walczy o każdą kroplę mleka. Widzę jej trud i ją podziwiam, bo w około wszyscy mówią "Podaj butelkę - skończąs się kolki, ty odpoczniesz..." A ona się nie poddaje, choć łatwo nie ma, gdyż mój wnuczek (jest uroczym i kochanym chłopcem) urodził się z wadą wrodzoną. Każdego dnia walczy o jego zdrowie i laktację, bo wie że to najlepsze, co może mu dać. Chciałabym wygrać dla niej ten laktator, bo mimo tego, że nie byłam w tej kwestii najlepszym wzorem do naśladowania, to ona karmi i chce jeszcze długo karmić. Córeczko, jestem dumna z tego jaką świadomą kobietą i matką się stałaś! Pamiętaj, że zawsze będę Cię wspierać ��

    OdpowiedzUsuń
  59. Kiedy dowiedziałam się że będę mamą postanowiłam się do mojej nowej roli dobrze przygotować. Poszłam więc do szkoły rodzenia. Jakie ogromne było moje zdziwienie kiedy położna zapytała mnie czy będę karmiła piersią. Było to dla mnie tak oczywiste i naturalne, że nawet nie brałam innej ewentualności pod uwagę. Moja mama karmiła mnie piersią a babcia karmiła piersią moją mamę dlaczego więc u mnie miałoby być inaczej. Tak naprawdę dopiero tam uświadomiłam sobie, że nie jest to takie oczywiste jak mi się wydawało. Laktacja to proces bardzo wymagający i zależny od wielu czynników. Przygotowałam się do niego teoretycznie tak jak mogłam najlepiej i czekałam jak życie zweryfikuje moje przygotowanie. Niestety po porodzie okazało się, że laktacja nie pojawiła się. Bardzo mnie to zdziwiło i strasznie zasmuciło. Postanowiłam, że dla mojego maluszka będę walczyć. Wiedziałam jakie ma to ogromne znaczenie dla jego zdrowia. Chciałam również ograniczyć ryzyko wystąpienia alergii, ponieważ u nas takie istnieje. Za dużo czynników się nałożyło, powstała ogromna presja. Niestety, laktacji jak nie było tak nie było:( Przeczytałam, że laktator może pobudzić proces wydzielania mleka więc postanowiłam go kupić. Niestety mogłam kupić tylko ręczną wersję więc do bólu piersi doszedł ból ręki i trudny proces odciągania. Ale nie poddałam się walczyłam z moim maleństwem bardzo dzielnie. Czas i wsparcie najbliższych bardzo nam pomogły. Cieszę się że udało nam się pokonać przeciwności losu i moje maleństwo czerpie korzyści z dobrodziejstw maminego mleka a ja mam je blisko siebie i nawiązuję z nim cudowną więź. Nadal pojawiają się różne sytuacje takie jak zapalenie piersi, które ostatni przeszłam. Wywołują one ból i łzy ale wiem, że mimo wszystko warto karmić maluszka piersią. Kiedyś myślałam, że laktator nie ma większego znaczenia teraz jednak wiem, że w wielu sytuacjach jest to bardzo ważny element wyprawki każdej mamy, który ułatwia życie. Przy zapaleniu piersi przystawianie dziecka to bardzo bolesne przeżycie a odciąganie mleka jest konieczne. Mając taki laktator życie byłoby łatwiejsze.

    OdpowiedzUsuń
  60. "Ciąża Ci służy" - tak mówi mój Daniel. Cieszy mnie ogromnie, że tak to postrzega, tym bardziej, że ja czuje to samo. To moja pierwsza ciąża, jestem w 7 miesiącu. Czekamy na synka - "rodzynka" w rodzinie;) obok będzie miał 5 kobietek - może później, łatwiej będzie mu, płeć piękną zrozumieć;) Początki i u mnie były trudne, do 4 miesiąca głownie łzy, na szczęście wszystko się poukładało, teraz już tylko rozkoszuje się tym stanem. To takie miłe skupiać się tylko na pozytywnych emocjach. W tym momencie mam głowę zajętą wyprawką. NIe sądziłam, że tyle przede mną decyzji. Jaki rozmiar ubranek na początek? ile sztuk body? a ile śpioszków?.... etc. Temat laktatora też się pojawił, choć jest to dla mnie zupełna tajemnica. Wiem już, że warto go mieć aby móc skupić się na istocie macierzyństwa a nie zadręczać się myślami, że za mało z siebie daje, że mogłam więcej... Dla wolnej głowy i zajętych rąk - dlatego zdecydowałam się zawalczyć o laktator w tym konkursie. Marze aby karmić naturalnie, mam tylko wyobrażenie tego jak to się odbywa, jakie uczucia mogą temu towarzyszyć. Domyślam się, że to na pewno doświadczenie ogromnej bliskości, które będzie się tylko pogłębiać. Ale jak to będzie???? ;) już niedługo się dowiem. Czekam i odliczam dni.

    OdpowiedzUsuń
  61. Przy pierwszym dziecku wszystko wydawało się taki trudne. Karmienie piersią nie poszło nam zbyt dobrze.. pamietam każda noc i zmagania o kolejna krople miłości.. krople mleka. Laktator ręczny został tak przeze mnie napastowany ze za każda kolejna próba pobierania pokarmu piszczał budząc synka. Mąż cierpliwie pomagał mi odciągać pokarm gdy moje ręce odmawiały posłuszeństwa. Nasza przygoda karmienia szybko dobiegła końca przez brak laktacji. Teraz będąc w drugiej ciąży chce przeżyć ta przygodę od nowa ! Chce ja przeżyć w całości.. laktator elektryczny jest mi tym razem niezbędny..Od jakiegoś czasu sama wychowuje syna, a teraz będzie ich dwójka �� nie będzie miał kto napastować laktatora ręcznego, przy dwójce to chyba jest co robić.. czasem brakuje wsparcia, przytulenia, słów damy radę razem.. pragnę dać mojemu drugiemu dziecku więcej z siebie choć nic nie zastąpi mu ojca, który odszedł dowiadując się o drugiej ciąży.Laktator elektryczny to moje małe, wielkie marzenie.. marzenie dzięki któremu mam możliwość odzyskania poczucia swojej kobiecości.. poczucia ze jestem dla kogoś ważna. Bo tak na prawdę nic nie jest na zawsze..

    Pozdrawiam mama dwójki ����

    OdpowiedzUsuń
  62. Jestem mamą 20 miesięcznej Ali i za kilka dni urodzę nowego członka naszej rodziny- Grzesia. W tej chwili nachodzi mnie cała masa wątpliwości, czy poradzę sobie z dwójką dzieci, czy będę potrafiła zadbać o syna równie dobrze jak o córkę, no i czy dam radę karmić piersią. Karmienie piersią w pierwszej drodze mlecznej na starcie było dla nas pod górkę bo córka nie przybierała na wadze, musiałam zacząć używać szpitalnego laktatora. W domu kupiliśmy laktator ręczny i każde odciąganie pokarmu wiązało się z ogromnym wysiłkiem i stresem. Myślałam że w domu będzie łatwiej bo zawsze człowiek w domu czuje się bardziej rozluźniony jednak tym razem w domu też nie czułam się swobodnie. Piersi bolały mnie cały czas, córka chciała być przy piersi co godzinę a ja od teściowej i mojej mamy słyszałam że mam za mało pokarmu i córka się nie najada. Walczyłam rok o każde karmienie. Mam nadzieję że synka karmić będę w mniejszym stresie i bez nacisku że strony bliskich.
    Mama dwójki dzieci.
    Edit:urodziłam pięknego chłopca!

    OdpowiedzUsuń
  63. O swój cud walczyłam trzy długie lata.Gdy na teście pojawiły się dwie kreseczki szalałam ze szczęścia,ale też z niepokoju. Bałam się wielokrotnie,ale miłość do niej była tak wielka,że mogłam góry przenosić.
    Oprócz miłości która wpisana jest w rodzicielstwo chciałam dać mojemu maleństwo bezcenny dar- moje mleko.
    Karmienie piersią to pierwsza lekcja miłości.Choć to najbardziej naturalny proces,nie zawsze jest to tak proste i kolorowe.
    Laktację miałam już w piątym miesiącu ciąży. Lekarz prowadzący wytłumaczył mi to faktem mojej ogromnej potrzeby macierzyństwa.
    Cud mój na świecie pojawił się kilka tygodni przed terminem,poprzez cesarskie cięcie.
    Jak bardzo byłam zrozpaczona gdy okazało się,że nagle w piersiach nie ma mleka.Wtedy z pomocą przyszedł laktator LOVI prolactis.
    Wraz z pierwszymi kroplami mleka w butelce,pojawiły się moje łzy szczęścia.
    Myślałam,że teraz wszystko pójdzie już z górki. Gdy dostałam już w ramiona córęczkę i przystawiłam ją do piersi okazało się,że maleństwo nie jest wstanie złapać moich wklęsłych brodawek.
    Nie poddałam się...karmiłam przez nakładki i było to najpiękniejszych 1,5 roku w moim życiu.
    Patrzyłyśmy sobie w oczy i widać w nich było prawdziwą miłość.Tuliłyśmy się do siebie i słuchałyśmy muzyki bijących serc.
    Karmienie piersią zaspokoiło moją wrodzoną potrzebę bliskości i głębokiego kontaktu.Maluszek otrzymał mleko,ciepło i poczucie bezpieczeństwa,a ja uczucie spełnienia.
    Przez te 1,5 roku wielokrotnie sytuację ratował laktator. Oszczędził mi stresu,że nie zdążę na karmienie gdy wychodziłam z domu, ratował w czasie nawału pokarmu lub gdy było go zbyt mało.
    Za trzy miesiące na świecie pojawi się mój syn i dla niego chcę powalczyć o nowy,cudowny laktator marki LOVI . Chce czuć spokój i pewność,że jeżeli sytuacja się powtórzy ja mam najlepszy sprzęt, który pomoże przetrwać mi kryzys.

    OdpowiedzUsuń
  64. Mówią ciąża nie choroba,powie to ktoś, kto przeszedł ciążę bezobjawowo. Czy zazdroszczę NIE, cieszę się z tego co mam, a łatwo nie było. Pierwsza ciąża stracona (żal smutek, ale tak miało być), z kolejnym pozytywnym testem w dniu swoich imienin dopadł mnie strach mieszany z radością i wielka obawa CZY SIĘ UDA?? Pech chciał, że dotąd z osoby zdrowej jak koń co oddaje honorowo krew i zimą morsuje zachorowałam do tego stopnia, że wylądowałam w szpitalu na początku ciąży i wahały się losy co mi jest i czy dziecko to wytrzyma (i jak leki wpłyną na płód). Cóż byłam twarda zrobili mi kolonoskopię bez znieczulenia, albo było mi wszystko jedno byle dowiedzieć się co mi dolega (oj co ja napisałam w fasolkowym pamiętniku to tylko dowie się mój astronauta jak go wręczę). Wstępna diagnoza była do zaakceptowania chociaż ciężka, ale w końcu można żyć z pewnymi chorobami do końca życia, lecz trzeba uważać, stosować dietę i być na lekach, ale okres 2 tygodni czekania na badania histopatologiczne był troszkę stresujący (nawet odbierając wynik nie przeczytałam go, dopiero lekarz przyprowadził mnie do porządku). Wdrożono leczenie, które na początku nie przyniosło efektu, bo wiadomo, że leki nie działają z dnia na dzień a objawy ot tak nie znikną. Cóż w międzyczasie skierowano mnie na krzywą cukrową bo glukoza na czczo była wysoka. Mówią że to badanie nie jest przyjemne, już podświadomie chyba wiedziałam jaki będzie wynik. Wypiłam ten słodki napój, dla mnie pychota i odbębniłam 2 godziny w laboratorium a na koniec poszłam zjeść kawał ciacha. Oczywiście okazało się, że jestem słodką mamą i to już od 8tc. Czyli na diecie mam być teoretycznie 32 tygodnie. Oj co ja się napłakałam chociaż przypuszczałam, że tak będzie. Obecnie 31tc i mam się świetnie mogę żyć bez słodyczy, wszystkiego co pszenne i innych rzeczy, które z pozoru są zdrowe wybijają mi cukier. Cóż ta cukrzyca ciążowa to franca, wczoraj mogłam to jeść, a dzisiaj już nie. Uff ktoś tu dotarł? Przeczytał? Jedno wiem, mam wsparcie w mężu i mówi mi, że twarda ze mnie babka, bo on nie mógłby tak sobie odmówić z dnia na dzień pewnych rzeczy, słodkich napoi, soków i innych fast foodów. Cóż nieraz leciały łzy, ale wiem dla kogo to robię, dla swego SYNA (a nie chcę by były komplikacje przy nieuregulowanej cukrzycy ciążowej), którego spotkam na randce już w styczniu na porodówce. Czy urodzę siłami natury NIE WIEM, bo szkrab po 28 tc postanowił się ułożyć miednicowo, a tak był zawsze ładnie główką w dół ułożony. Ma jeszcze czas tak sobie tłumaczę i stosuję się do zaleceń lekarza i zobaczymy czy zmieni zdanie.

    Jedno wiem, że nie wyobrażam sobie aby nie karmić mojego dziecko swoim mlekiem (rozumiem i zaakceptowałam ten fakt że będę musiała zrezygnować z leków przed porodem i na czas karmienia licząc, że nie będzie nawrotu choroby, że została ona uśpiona). Już będąc w ciąży doświadczyłam, że leci mi siara wtedy kiedy mój mały lokator w piekarniku się mocno wierci i zaakceptowałam ten fakt, w końcu to piękno natury i kobiecej fizjologii:) Nie ukrywam faktu, że w tej kwestii będę świeżakiem i pewnie będę mieć stracha czy podołam, ale myślę skoro już tyle zniosłam to i z karmieniem piersią dam sobie radę. Nie ukrywam faktu kupiłam jedną butelkę i woreczki na pokarm, bo różne bywają sytuacje, że mama zachoruje i nie może karmić (a jak ma się zapas mleczka to można podać), albo musi iść na badania a tata zostaje ze szkrabem w domu i co? Nie ma cyca, ale będzie (mam nadzieję) moje mleko. Zdaję sobie sprawę, że karmienie piersią będzie miało też gorsze chwile popękane brodawki, pogryzienia przez dziecko, ba i nawet zastoje mogą się zrobić. Jedno wiem poboli pocierpi człowiek i zapomni, bo to co dał tej małej istotce to coś najcenniejszego, a chwile wspólnej bliskości podczas karmienia piersią, te uśmieszki i ten czas dla dwojga na budowanie więzi wynagrodzi wszystko:) Dlatego chcę karmić piersią, jak będzie źle to wiem, że są doradcy laktacyjni i nie będę się wstydzić prosić o pomoc w końcu to coś naturalnego.

    OdpowiedzUsuń
  65. 2 część (limitu znaków nie było a cały komentarz nie chciał się opublikować)
    Dlatego warto walczyć do samego końca o ostatnią lub pierwszą kroplę mleka dla naszego szkraba. Miłość wymaga poświęceń, i wiem, że takie przygotowanie choroba i inwestowanie w zdrowie swego dziecka stosując dietę zaprocentują w jego zdrowy start dlatego jestem gotowa jeśli zajdzie potrzeba, że jak będzie trzeba stosować u siebie dietę eliminacyjną to dam radę. A na chwilę obecną 3mam się zasady NIE MA DIETY MAMY KARMIĄCEJ i będę karmić piersią choćbym miała poruszyć niebo i ziemię, a jeśli moje dziecko okaże się niecyckowe, to będę odciągać mleko i karmić je butelką, ale przez to moja miłość nie będzie inna do niego i nie będę się czuła jak matka gorszego sortu.
    Swoje wyobrażenia oczywiście zweryfikuję dopiero jak przywitamy z mężem naszego synka i zobaczymy jak to będzie:)
    Optymistycznie podchodzę do tej kwestii bo grunt to pozytywne nastawienie, a tyle co mnie spotkało w ciąży nauczyło mnie cieszyć się z każdej małej rzeczy:)

    OdpowiedzUsuń
  66. Czesc, od wielu lat marzyłam, że kiedyś zostanę mamą. W końcu stało się! 2 kreski. Wizyta u ginekologa i te wymarzone słowa „jest Pani w 6 tygodniu ciąży”. Nagle cały świat przewraca sie do góry nogami. Milion pytań, niepewność, radość, ekscytacja i strach. Mijają kolejne tygodnie a ja wciąż nie wiem: czy spac z maluchem w pokoju, nosidełko czy chusta, szczepić czy nie szczepić ? Wiem jedno, ze karmienie piersią, które przerażało mnie gdy byłam młodsza teraz jest rzeczą, której nie moge sie doczekac. Nie moge doczekać się więzi, która wytwarza się dzięki temu pomiędzy mamą i maluchem i tych chwili spokoju, kiedy już jako wykończona nieprzespanymi nocami mama bede mogła spokojnie przytulić sie do maleństwa. Wiem, ze narazie moge sobie to tylko wyobrazić ale mam nadzieje, ze bede miała szanse doświadczyć tej wyjątkowej czynności .
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  67. Moja ciąża, tak bardzo wyczekana,
    Głęboko wierzyłam, że jestem do niej dobrze przygotowana.
    Dziesiątki książek, blogów i opracowań
    To wszystko dawało mi radość i pozwalało planować
    Jak będzie wyglądać moje z Dzieciątkiem spotkanie
    Które, dzień po dniu, rosło w mym łonie.

    Życia proza, tak bolesna, tak bardzo od planów jest różna!
    Gabrysia swe przyjście na ten świat zaczęła opóźniać.
    Gdy w końcu nadszedł poród, zakończony cesarskim cięciem,
    Choć tak bardzo chciałam powić siłami natury moją Kruszynkę
    Zburzył się we mnie po raz kolejny spokój wewnętrzny.
    I dał sygnał temu, że nic nie będzie jak w książce.

    Pierwsze karmienie nadeszło długo po porodzie.
    Nie mogłam dać Córce tego, co było jej potrzebne,
    Pojawił się lęk i pełne łez bezsenne noce,
    Gdy Gabrysia zamiast piersi, ssała butelki smoczek.

    Choć ja już traciłam wiarę, mój mąż niestrudzenie walczył
    O lepsze jutro dla Niej, o to, bym mogła ją karmić
    Wbrew wszystkim przeciwnościom, na sztucznym karmieniu
    Ja z laktatorem w ręku, z bólem, w wielkim cierpieniu.

    Spędziłam nocy wiele, płacząc i piersi odciągając,
    By choć to jedno w zgodzie z planami pozostało.
    Pojawiły się pierwsze pokarmu krople, było go za mało,
    Gabrysia rosnąć chciała, wciąż jej brakowało.

    Z butelką w jednej ręce a w drugiej z laktatorem,
    Walczyłam dalej, choć coraz trudniej było pogodzić się z losem,
    Że przegrałam i tą walkę, że nie dam Córeczce
    Tego, co najcenniejsze, najzdrowsze i najlepsze.

    Nie poddałam się, walczyłam o Jej zdrowie i naszą bliskość.
    Mąż pocieszał, trwał przy mnie, dawał kres złym myślom.
    Gdy Gabrysia była częściej przystawiana
    Butelka powoli odeszła w niepamięć.

    Teraz, gdy Córeczka ma już cztery miesiące
    Karmię ją tylko naturalnie, uciekam od złych wspomnień.
    Choć z tyłu głowy cały czas pozostaje
    Że któregoś dnia nie dam rady jej nakarmić.

    Jestem szczęśliwa, że mimo wszystko choć to się udało,
    Bo najważniejszy jest pokarm matki, pragnę, by tak pozostało
    Nie ma widoku cudowniejszego nad te ogromne Córki oczy
    Kiedy chwyta moją pierś z nadzieją na pokarm
    Kiedy może się najeść a ja czuję się wtedy spełniona
    Że dałam jej wszystko, co mogłam, że jest najedzona...

    Kasia [katrin2008@wp.pl]

    OdpowiedzUsuń
  68. Pamiętam kiedy pierwszy raz Ją zobaczyłem. To tak jakby nagle w jednej sekundzie cały świat zmienił swój kurs. Płakałem jak dziecko, choć nigdy nie podejrzewałbym siebie o taką wrażliwość. Chciałem być przy Niej, opiekować się Nią, bronić przed złem tego świata. Zostałem Ojcem - to brzmi tak dumnie. I zobowiązuje do tego, aby BYĆ - nie tylko stać obok.

    Czy Tata powinien mieć swój udział w karmieniu piersią? Nie powinien... MUSI! Mimo swych oczywistych fizycznych ograniczeń od początku chciałem i mogłem być częścią tej niesamowitej więzi. Dlatego wraz z moją Ukochaną karmienie naszego Dziecka przeżywaliśmy... wspólnie. Jeszcze w szpitalu wspólnie walczyliśmy o każda kropelkę mleka. Potem wspólnie chodziliśmy na spotkania z doradcą laktacyjnym. Wspólnie szukaliśmy sposobów na nawał mleczny. Wspólnie zmagaliśmy się z zapaleniem. Dzieliliśmy swe obawy i radości, wielkie niepowodzenia i małe sukcesy. Bo razem wszystko jest łatwiejsze...

    Dlatego Drogie Mamy, pozwólcie Ojcom Waszych dzieci BYĆ, a nie tylko stać obok. Dla nas to też ważne.

    Tata Łukasz (lukaasz.lubinski@gmail.com)

    OdpowiedzUsuń